Wyspa wolności w brytyjskim szeregowcu.

Przyplątała mi się trzy dni temu kontuzja kolana. Teraz siedzę udupiony w domu i nie zarabiam.Przeciążyłem je zapewne noszeniem ciężkich siatek z zakupami klientów. Czas teraz jednak na romantyczny fragment:

Dotarło do mnie w trakcie śniadania z córką i żoną, że dostałem właśnie od losu próbkę życia, jakie chcę docelowo prowadzić. Wczoraj i przedwczoraj wyjechałem z domu i zrobiłem kilka kursów, ale ból w kolanie się nasilał więc odpuściłem. Dzisiaj nawet nie próbowałem, niech kolano się porządnie zregeneruje. Naszła mnie w efekcie taka refleksja, że dzisiejszy dzień wygląda dokładnie tak, jakby mógłby wyglądać każdy mój dzień jeśli zarabiałbym na pisaniu.

Szklarnia w szeregowcu.”

Mówiłem o dążeniu do całości i budowaniu mostów. W praktyce ten most buduję codziennie w angielskim szeregowcu. Moja szklarnia to nie tylko miejsce, to stan umysłu, który pozwala mi nie zwariować między trasami na Uberze…

Wyspa Wolności w naszym domu to salon, w którym oprócz sofy i mebla z telewizorem mamy wnękę z dwoma regałami książek. Nie jest to może imponująca kolekcja, ale są wśród tych książek pozycje, które na dobre odmieniły sposób w jaki patrzymy dzisiaj na świat i życie. Publikacje z szeroko pojętej kategorii rozwoju osobistego czy duchowości. Jednak najważniejszymi punktami na naszej wyspie są dwa biurka po przeciwnych stronach salonu. Przy jednym z nich zasiada moja żona Aga, otoczona monitorami i notatkami. To jej setup do tradingu. Zawsze chciała mieć coś własnego i co mogłaby robić z domu. Podobnie jak ja, nie znosiła dobrze pracy etatowej. Oczywiście nie każdy pracował tak samo jak my, więc trzeba tutaj dodać uczciwie, że wszystkie nasze dotychczasowe prace były prostymi, ale zazwyczaj ciężkimi zajęciami fizycznymi.

Poznaliśmy się właśnie tutaj w Anglii, na jednym z magazynów. Później przez kilka kolejnych lat nie rozdzielaliśmy się, tylko wspólnie przenosiliśmy się do kolejnych miejsc. W ostatniej naszej wspólnej pracy chodziliśmy już na różne zmiany, nie tak jak wcześniej. Hajtneliśmy się w międzyczasie, a jakiś czas później zdecydowaliśmy się na dziecko. Od kwietnia czy maja 2022 roku Aga została w domu. Po urodzeniu Lilki nigdy nie wróciła do pracy na etacie. Miała czas żeby poszukać czegoś do robienia właśnie z domu. Próbowała różnych zajęć, był MLM czy inne sprzedaże, aż w końcu trafiła na handel walutami zwany forex. Od półtora roku siedzi wytrwale przy wykresach, uczy się i próbuje jak może. Na dzień dzisiejszy nie wypłaca żadnych pieniędzy z tradingu, bo wpłaciła raz czy dwa małe kwoty i tym do tej pory operuje. Nie zrobiła jak wielu innych rzucających się na tradowanie ludzi, którzy chciwie próbują w jeden dzień stać się bogaci. Aguś reprezentuje przeciwieństwo wkłada całą energię i czas między obowiązkami domowymi żeby NAUCZYĆ SIĘ robić dobrze coś, w czym widzi potencjał na lepsze życie dla siebie i dla nas. Wiem, że przez ostatnie trzy i pół roku po urodzinach Lilki stara się jak może, bo źle się czuje z tym, że przestała dokładać się do naszego wspólnego konta bankowego. 

Nie mam i nigdy nie miałem nic przeciwko temu, żeby na mojej głowie było utrzymanie rodziny. Nie chodzi jednak o podejście typu: chłop robi na rachunki i życie, a baba zajmuje się domem i dzieciakami. Sam pragnę zajmować się czymś, co pozwoli mi żyć w sposób jaki preferuję. Nie szukam wygody ani dużych pieniędzy. Rozumiem dlaczego żona chciała inaczej, bo pracowaliśmy na tych samych magazynach i oboje się frustrowaliśmy. Myślę, że właśnie tak zwana potrzeba czegoś więcej od życia nas połączyła. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy pod koniec 2017 roku byliśmy jedynie kamizelkami w oczach przełożonych. Dzisiaj, osiem lat później budujemy coś dla siebie, coś lepszego, coś prawdziwego. Nie przymuszeni przez nikogo, bez zewnętrznej motywacji. Siadamy przy swoich biurkach żeby robić swoje, ale takie autentyczne swoje. Bierzemy odpowiedzialność za swoje życie i za to jak będzie wyglądać. To mrówcza praca, i przekonaliśmy się o tym nie raz. Ale warta wysiłku. Dlaczego? Bo nie będziemy mieli na starość powodu powiedzieć, że nie spróbowaliśmy. Być może jesteśmy naiwni licząc na tak wielką zmianę, ale oboje w nią wierzymy. I uważam że każdy, kto czuje się źle w miejscu pracy, powinien w końcu zastanowić się na poważnie nad obraniem innego kierunku. 

Nie jestem żadnym bohaterem, ale ciągnąłem swego czasu dwie prace żebyśmy dali finansowo radę. Oprócz magazynowych nocek wymyśliłem małą działalność na boku. Zawsze mieliśmy samochód w domu, więc wykorzystałem to jako aktywo. Zacząłem ogłaszać się na polskich grupach z naszych okolic z ofertą przewozu na lub z lotniska. W ten sposób dorabiałem przez prawie rok. Pomogło, i jebać całe tamto zmęczenie, którego wymagało. Aga dostawała czas na odkrycie własnej ścieżki i to było dla mnie wtedy najważniejsze. Czułem tą samą potrzebę, więc rozumiałem ją doskonale. Dlatego robiłem co mogłem żeby jej to umożliwić. Tak naprawdę jest tak do dzisiaj. Różnica polega na tym, że przez ostatnie trzy lata zmniejszyliśmy pewnie dwukrotnie nasze wydatki względem tego, czego potrzebowaliśmy do przetrwania wtedy. Dzięki temu za pomocą takiej pracy jak rozwożenie jedzenia i zakupów na uber eats- które jest do dupy płatne- możemy opłacić rachunki. 

Moją samorealizacją jest pisanie. Totalne przeciwieństwo wszystkiego czym się w życiu zarobkowo zajmowałem. Zawsze byłem zwykłym fizycznym robolem. Zmieniałem miejsca co maksymalnie parę miesięcy, bo szlag mnie trafiał od rutyny zadań i tego, że gówno miałem do powiedzenia, nawet kiedy ktoś mnie wykorzystywał czy niesłusznie gnoił. Skakanie z jednego etatu w drugi nie pomagało jednak na dłuższą metę. Pierdolony kołowrotek frustracji. To musiało się zmienić. Na moim biurku jest laptop, większy monitor, bezprzewodowa klawiatura i myszka, kilka książek, zapisane oraz puste notatniki i oczywiście stojaczki z długopisami. Właśnie dokupiłem lampkę “z prawdziwego zdarzenia” za całe osiem funtów:) A pod choinkę uważny mikołaj wrzucił mi łóżkowy stolik, bo zauważył, że uciekam na sofę żeby pisać, kiedy nogi dają się we znaki siedząc przy biurku (dwa lata temu odbyłem dwa zabiegi usuwania żylaków). Wyposażenie biurka nie jest tu jednak tak istotne, chodzi mi bardziej o prostotę. Nie potrzebuję nie wiadomo czego, w sumie wcześniej nawet nie miałem własnego biurka czy monitora. Używałem jedynie laptopa, którego kładłem na poduszkach pomiędzy nogami, siedząc na sofie. Nie trzeba wcale dużo żeby móc zacząć robić coś ważnego. 

Zazwyczaj mijamy się w naszym “domowym biurze”, ja staram się napisać coś przed wyjściem na ubera, a kiedy wychodzę z domu to Aga siada do tradingu. Ale ostatnio coraz częściej siedzimy tutaj razem. Jednym z powodów jest moja zmiana strategii. Na uberze nie cisnę już od siódmej rano do dwudziestej pierwszej. Zaczynam około ósmej i kończę, gdy tylko dobiję do stu funtów na aplikacji. Po powrocie do domu obiad, spacer z rodziną lub sam i siadam znowu do pisania. Tak to sobie wymyśliłem i staram się tego trzymać, bo widzę, że dzięki temu treści przybywa. Małymi kroczkami, ale codziennie. Cóż może być lepszego niż widzenie postępów? Pewnie efekt końcowy jak sprzedaż ebooka, ale proces pisania jest dla mnie najważniejszy. Droga, którą kroczę w procesie samorealizacji. Flow, którego doświadczam  kiedy się rozkręcę ze stukaniem w klawiaturę. Wszystkie moje główne talenty dostają dopaminowego strzała. Pomyśleć, że to naprawdę możliwe żyć w ten sposób? Przestałem robić sobie wymówki, że muszę całymi dniami jeździć, że poprzednie dwa ebooki w ogóle się nie sprzedały. Przecież mógłbym jebnąć tym w kąt, skoro nie działa. Ale..to niemożliwe. Nie wiem czy znasz powiedzenie, że jeśli raz się coś zobaczyło, to już nie sposób tego odwidzieć? Tak mam właśnie z pisaniem. Odkąd uświadomiłem sobie, że to jest moja ścieżka, nie potrafię się tego wyprzeć. Będzie mnie męczyć i dręczyć kiedy tego nie robię. Nie odgonię się od poczucia winy, jeśli zmarnuję dzień bez stukania..

Wyspa Wolności – salon przeciętnego domu w brytyjskim szeregowcu. 

7 odpowiedzi na „Wyspa wolności w brytyjskim szeregowcu.”

  1. Awatar Niezłomna

    A ja wierzę że nic nie dzieje się bez przyczyny 😊moja oaza jest moja rodzina i las – tam ładuje baterie 😊

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Kamil Batko

      Też nie wierzę w przypadki, każde zdarzenie ma jakiś sens. Czuję, jak zmienia się moje podejście do zmiany której tak chcę. Wcześniej szukałem odbiorców moich tekstów na facebooku, puszczając płatne posty. Były lajki, były komentarze. Ale tam panuje chaos i zbyt wiele syfu zwanego hejtem. W dodatku nie chcę płacić za dotarcie do ludzi, ale nie miałem innych pomysłów. Co mi po 79 obserwatorach na fanpage’u, jeśli to są jedynie cyferki? Tutaj przejrzałem ledwie parę blogów i już mam uczucie trafienia w odpowiednie miejsce. Można na spokojnie złapać kontakt z kimś, kto też lubi pisać i czyta, a nie tylko przelatuje po łebkach. Ta moja przymusowa przerwa w pracy pozwala mi odkrywać nowe, lepsze miejsce. Już jestem wygranym tego zdarzenia, czyli własnej kontuzji. W dodatku miałem okazję i czas napisać więcej niż parę zdań. Dzięki temu ebook rośnie, a ja wraz z nim mentalnie. Nie jestem kimś, kto zaczął pisać regularnie od tak, albo wiedział od dawna, że tego chce. Moja droga do takich wniosków się ciągle wydłużała. Na szczęście jestem już pewien, że to jest to. Co dalej? Zobaczymy:) Powiedziałaś o ładowaniu baterii, a czy jesteś w trakcie jakiejś istotnej zmiany?

      Polubione przez 1 osoba

      1. Awatar Niezłomna

        Tak, to ważna zmiana. Uczę się wybierać siebie, odcinać toksyczne relacje i żyć bardziej w zgodzie ze sobą 🌱. Blog jest moją cichą, anonimową przestrzenią – czymś w rodzaju pamiętnika, bez presji social mediów i sztuczności.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Awatar Niezłomna

        Przy okazji dziękuję serdecznie za polecenie mojego bloga 😊

        Polubione przez 1 osoba

      3. Awatar Kamil Batko

        Wartościowe warto szerzyć:) Autentyczność i odwaga w pisaniu zawsze mi się podobała. To dobre dla obu stron ekranu.

        Polubione przez 1 osoba

      4. Awatar Niezłomna

        Dziękuję! Cieszę się, że moja odwaga w pisaniu nie jest „tylko w głowie” 😁 Fajnie wiedzieć, że trafia też do czytających.

        Polubione przez 1 osoba

      5. Awatar Kamil Batko

        Dla mnie nie ma lepszego pisania od właśnie takiego prosto z serca, a jak gotowość się otworzyć, to i słowa się znajdą:)

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Niezłomna Anuluj pisanie odpowiedzi

E-booki


„Po co tu jestem”

Ocena: 5 na 5.

„Dlaczego praca powinna mieć sens”

Ocena: 4 na 5.