Tożsamość zawodowa

By

Kim jesteś, a kim chcesz być w pracy?

Wartość pracownika

To frustrujące spędzić czterdzieści lat życia na wykonywaniu poleceń ludzi, którzy mają cię głęboko w dupie. No bo jaka niby jest prawda? Czy którykolwiek z szefów szczerze pyta i troszczy się o twój stan zdrowia, zarówno fizyczny jak i psychiczny? Bez zainteresowania jedynie pod kątem twojej zdolności do kontynuowania pracy. Wiele razy spotkałem się z pytaniem jak się mam, na które nikt nie oczekiwał odpowiedzi. Albo jedynie tej krótkiej, że wszystko w porządku, albo że nie jest źle. W gruncie rzeczy pytającego wcale nie obchodziła moja rzeczywista kondycja, pytał tylko bo to wyświechtana brytyjska śpiewka.

Zdaję sobie sprawę, że mówię teraz o własnym doświadczeniu i każda inna osoba mogła mieć inne. Śmiem jednak wątpić, że istnieje więcej empatycznych szefów niż tych typowo nastawionych na wydajność i produktywność. Nie mnie to oceniać, czy robią dobrze czy źle, bo nad nimi też zazwyczaj stoi ktoś z batem. Tylko że zawsze jest ktoś na samym szczycie i to ta osoba ma największy wpływ na codzienność w firmie. Jeśli nie dba o detale, o pracowników każdego szczebla, to nie można oczekiwać od bezpośredniego przełożonego niczego lepszego, prawda? Ale żeby nie było, trafiali się naprawdę w porządku ludzie ponad mną, z reguły jednak długo nie pozostawali na swoich stanowiskach. Chyba właśnie z powodu swojej “miękkości” , a w rzeczywistości to była cena za ich realne umiejętności interpersonalne, tak zwane miękkie kompetencje. Dopowiem tutaj jedynie, że moje podejście skierowane do ludzi zazwyczaj też się nie opłacało. Kiedy pomagałem innym, zamiast pochwały dostawałem raczej upomnienie, bo moja norma spadła w danej godzinie. Dlatego nie było miejsca, którego nie miałbym w końcu dość. Zwyczajnie mijało się z celem funkcjonowanie totalnie przeciwko własnym wartościom. Nie mogłem być pomocny, empatyczny, potrafiący faktycznie grać zespołowo, bo to zwyczajnie było karcone. Istniała jedna, jedyna wytyczna – moja produktywność w cyferkach.

Pytanie brzmi – Jaka jest wartość pracownika?

Myślę, że każdy ma prawo oczekiwać nawet od najprostszych stanowisk ludzkiego podejścia. Przecież koniec końców pracują właśnie ludzie, a kultura pracy zaczyna się od najmniejszych kwestii, a nie od pięknych idei wydrukowanych i porozwieszanych na całym zakładzie. W pewnym momencie te puste frazesowe slogany i propaganda zaczęły mnie zwyczajnie śmieszyć. Zwłaszcza jedno hasło, spopularyzowane w wielu miejscach – “Do the right thing”, czyli Postępuj Właściwie, bądź Rób Właściwą Rzecz, tak tłumacząc już słowa jeden do jednego. Zgodnie z wiodącą zasadą Do the right thing, powinieneś postępować właściwie nawet, albo wręcz przede wszystkim wtedy, gdy nikt nie patrzy. Bo często dodawali właśnie hasło, że to szczególnie ważne trzymać się zasad zawsze, nawet jeśli nikt tego nie jest w stanie zweryfikować. I wiesz co? Jebać taki podprogowy trening niewolników!

Dlaczego tak mówię? Bo najczęściej, ta złota zasada właściwego postępowania w każdej sytuacji, dotyczyła głównie pracowników najniższego szczebla. Jako pionek w ich talii miałem być perfekcyjnie poddany i dokładny. Nawet jeśli w mojej obecności przełożeni zachowywali się jakby ta zasada w ogóle nie istniała, albo oni sami byli z niej zwolnieni. To co, ja jestem debilem? Wciskasz mi litanie o zasadach, których sam się nie trzymasz? Co to w ogóle ma być? Nic innego, jak jedna wielka ściema. A ja w takim miejscu nigdy nie chciałem pozostać. Tego typu otoczenie drenuje z jakiejkolwiek energii życiowej, chęci czy motywacji. Można co najwyżej zgłupieć i nabawić się depresji.

Czy to jest warte pieniędzy na rachunki? I tak i nie. Tak, jeśli na obecny moment nie masz lepszej opcji, ale nie, jeśli wcale tej lepszej opcji nie szukasz i zamierzasz pozostać na kolejne długie lata.

Priorytety

Według mnie, pieniądze na utrzymanie nie powinny być jedynym i ostatecznym celem w życiu człowieka. To trochę słabe, żeby jedynie dbać o napełnienie lodówki i opłaty za media. Trzeba jakoś przetrwać, ale przecież w życiu nie chodzi jedynie o jedzenie i dach nad głową. Nasze możliwości są znacznie większe, tak samo jak potrzeby. Wiadomo, że kiedy jest słabo z kasą to jest ona wtedy priorytetem. I to jest w porządku, ale nie można się godzić jedynie na gonienie za własnym ogonem. Zarówno ty, jak i ja mamy znacznie więcej do zaoferowania i do zrobienia też. Jak miałaby wyglądać ewolucja ludzkości, pójście o krok dalej, jeśli skupimy się jedynie na przetrwaniu?

Dokąd zaprowadzi nas brak ambicji zawodowych? Od razu zaznaczam, że nie mówię teraz o karierze. Według mnie, możliwe jest zarabiać robiąc coś, co jest realizacją pełnego, indywidualnego potencjału człowieka. Bez utartych hasełek typu “pracuj z pasją, a nie będziesz przepracujesz w życiu ani jednego dnia” lub “stań się najlepszą wersją siebie”. Te dwa gnioty tylko naganiają klientów pseudo specjalistów od rozwoju osobistego. Bo są chwytliwe, dotykają emocjonalnie i budzą nadzieję na coś lepszego. Rzadko jednak pokrywają się z rzeczywistością. Ale nie jest też tak, że są całkowicie pozbawione sensu. Jednak powinno to brzmieć raczej: Znajdź sposób na zarabianie wykorzystujący twoje naturalne predyspozycje, żeby tworzyć realną wartość dla innych i jednocześnie czerpać z tego zajęcia satysfakcję.

Potrzeba sensu

Jak chcesz spędzić swoje życie? Czy praca nie jest aż tak ważna, żeby poprzez nią tworzyć sens własnego istnienia? Bo czas minie, pieniądze na utrzymanie jakoś będziesz zdobywać tak czy siak, ale jak będzie wyglądać droga do tego? Osiem godzin dziennie to zbyt duży wycinek codzienności, żeby w ogóle nie przywiązywać do tego uwagi. Ludzie szukają poczucia sensu, bo w pewnym momencie życia coraz częściej się nad nim zastanawiamy. Może wcześniej mniej ważne było w jaki sposób się zarabia, byle zdobyć pieniądze na utrzymanie. Jednak z czasem człowiek zaczyna się męczyć w miejscu, gdzie nie czeka na niego nic poza wypłatą. Na prawdę ciężko olewać ciepłym moczem ten temat przez całe życie.

Domyślam się, że zapewne większość z naszych rodziców nie wpoiło nam potrzeby odkrycia własnej ścieżki. Najbardziej liczyło się twarde stąpanie po ziemi, a nie bujanie głową w obłokach. I to ma swoją wartość, bo przez to nie porzucamy pracy dla każdego marzenia. To byłoby raczej lekkomyślne niż wspaniałe. Poza tym, żeby móc przetrwać jako dorośli, później jako rodzina, potrzebujemy umiejętności radzenia sobie z realiami odpowiedzialności. Tylko, że gdzieś tam w środku tli się nadzieja na coś lepszego, na coś innego. Nie musimy przelecieć mechanicznie przez swoje życie, zajmując się jedynie napełnianiem garnka w domu. Dlaczego by nie połączyć satysfakcji z zarabianiem? Czy to nie brzmi jak świetny balans, który byłbym pomostem między praktycznością, a poczuciem sensu?

Od trzech lat samodzielnie utrzymuję moją rodzinę. Najpierw, oprócz regularnej pracy dorabiałem na boku, później znalazłem lepszy etat, następnie lepiej płatne stanowisko, które wystarczało na wszystko. Ale nie cierpię pracy dla kogoś dlatego, bo noszę wysoko uniesiony nos, lecz z powodu mocnej potrzeby autonomii. Oprócz tego jestem bardzo asertywny, więc nie znoszę dobrze na dłuższą metę żadnej formy podporządkowania się. Dzisiaj od ponad roku pracuję na samozatrudnieniu i odpowiada mi elastyczność, a także brak kogoś nad głową, kto mówiłby mi co, kiedy i jak mam robić. Ale ponoszę koszty słabej opłacalności, a samo zajęcie wcale nie napełnia mnie radością czy satysfakcją. Mimo, że odciąłem jedno źródło swojego cierpienia, to muszę dźwigać na barkach inną, większą odpowiedzialność. Ja się na to zgadzam, bo wybieram mniejsze zło dla siebie, ale to wciąż jeszcze nie jest to. Moją ambicją nie są duże pieniądze, ale praca łącząca zarabianie, ze świadomie wybranym tworzeniem sensu życia.

I jestem głęboko przekonany, że znacznie więcej ludzi chce rozwiązać podobny problem z pracą. Bo łatwo usłyszeć narzekania i brak zadowolenia. Po co kontynuować męczarnię, zamiast wziąć na klatę odpowiedzialność za stworzenie czegoś wartego zachodu? Za rozwiązanie, które ma bardzo wielki wpływ na jakość życia.

Wręcz namawiam do tego, żeby nie porzucać nadziei i ambicji znalezienia własnej ścieżki zarabiania. Nie musimy tkwić w schemacie zwanym- “zrobić swoje i spadać”. To niski lot, który z czasem boli coraz mocniej. I ma wpływ na wszystkie inne sfery naszego funkcjonowania. Na relacje, na których odbija się frustracja godzin spędzonych przy nielubianym zajęciu, które przynosi więcej stresu niż pożytku. Więc pomyśl nie tylko o sobie, że możesz się poświęcać latami dla rodziny, naiwnie licząc, że wcale nie odbije się to mniej lub bardziej czkawką w domu. Jeśli chcesz być dobrym przykładem dla dziecka, to niech zobaczy ojca i matkę dążących do życia własnym życiem, żeby mogło chłonąć właściwy wzorzec. Chcesz dobrego życia dla córki czy syna? To pokaż im, że nie trzeba decydować się na byle co, i że autentyczne życie jest nie tylko możliwe, co konieczne dla własnego zdrowia psychicznego. Co możesz lepszego podarować dziecku, niż uczciwe świadectwo bycia sobą?