Tabuny ludzi krążą wokół płytkich spraw po mieście. Okupują galerię handlową w poszukiwaniu czegokolwiek, byle kupić. Wpieprzają gówniane jedzenie, bo wydaje im się, że skoro żyje się tylko raz, to pal licho zawał, cukrzycę czy inne stany zapalne. Po co w ogóle myśleć o tym, jak będziesz się czuć w wieku pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu lat? Może będziesz się męczył już na pierwszym schodku, z kondycją wartą startu w maratonie. Bądź potrzebował codziennej opieki kogoś bardziej mobilnego niż ty. Przecież to wciąż nie wyklucza zamówienia żarcia do domu i rozłożenia się na sofie przed telewizorem. W którym pełno wspaniałych, pełnowartościowych treści. Seriale wysokich lotów typu “Dlaczego ja?”, pojedynki współczesnych gladiatorów, tłukących się po łbach w klatkach. W dwudziestym pierwszym wieku? Toż to przecież rozrywka. Kto by się tam przejmował uszkodzeniem mózgu, utratą zdrowia czy nawet potencjalną śmiercią? Wystarczy zapłacić za dostęp do transmisji, żeby zaspokoić żądzę krwi. Mamy jeszcze poniżanie się nawzajem dla nabicia zasięgów politycznych, naśmiewanie się z głupoty innych i wiele, wiele innych, cudownych programów wspomagających ewolucję człowieka.
Kogo jeszcze widzę na mieście? Grupy alkoholików i ćpunów, którzy co ciekawe raczej rozmawiają między sobą, niż wpatrują się w telefony, jak reszta. Być może nie dysponują taką technologią w kieszeni, co ich w pewnym sensie ratuje od izolacji społecznej, którą wybiera większość pozostałych. Pojedyncze osoby faktycznie spędzają wspólnie czas, lecz można ich policzyć na palcach jednej ręki. Pozostali być może są koło siebie fizycznie, ale gdzieś zupełnie indziej mentalnie. Z głową w ekranie, w chmurach, lub obłąkanymi oczami wpatrując się po prostu przed siebie.
Dlaczego się tak czepiam? Bo nie podoba mi się, że żyjemy w czasach płytkich zajęć i rozrzedzonych relacji. Wciąż może trzymamy się innych, ale żyjąc zupełnie sami. Bliskość fizyczna nie jest jedynym wyznacznikiem więzi. Przez powierzchowność oddalamy się od siebie na najważniejszym poziomie – wzajemnego zrozumienia.
Cała ta pieprzona technologia, której używa się do manipulowania ludźmi, odbiera nam największe skarby, z jakimi możemy mieć do czynienia za życia. Pozbywamy się możliwości dobrego, autentycznego życia. Miłość nie dość, że zazwyczaj jest rozumiana jedynie jako romantyczna relacja, nie ma dzisiaj takiego zasięgu jak hejt. A przynajmniej takie można odnieść wrażenie, rozglądając się dookoła na mieście.
Płytkie życie, to nieszczęśliwe życie
Pociąg do konsumpcji niszczy ludzką mentalność. Bardziej interesujemy się nowymi gadżetami, niż tym co słychać u znajomego, bądź nawet członka własnej rodziny. Mówię MY, bo mimo że piszę teraz tutaj te słowa, wcale nie oznacza, że jestem ostatnim niewinnym. Też gubię się w gąszczu informacji, których przesyt nastąpił już dawno temu. Co chwila łapię się na tym, że telefon częściej mi towarzyszy niż córka. A ja nie chcę w ten sposób żyć i tracić czasu na bezwartościowe zajęcia, bo nie wiem ile go jeszcze będę miał. Jeśli bym umarł jutro, to zapewne żałowałbym, że zbyt mało czasu spędzam z rodziną, a więcej w pracy i przed ekranem. Pierdolę wszystkie niewinne brzmiące wymówki, próbujące w prozaiczny sposób wytłumaczyć przehulany na byle czym czas.
Konsumpcja to nie tylko kupowanie, ale wciąganie wszystkiego jak ćpun kreskę. Można oglądać, czytać, słuchać czy używać właściwie czegokolwiek. Co ci tylko przyjdzie do głowy, jako dobry pomysł na dzisiejsze popołudnie, a może też i wieczór. A później przychodzi taki moment w życiu, kiedy zastanawiamy się – Po co to wszystko? Czy czeka mnie jeszcze coś ważnego?
Tylko do kogo to pytanie?
Może nazwiesz mnie romantykiem, ale mam potrzebę czuć znaczenie w moich dniach. Nie chcę później żałować, że nie zrealizowałem marzeń. Ani pluć sobie w brodę z jakiegokolwiek innego powodu. Czym powinno być życie, według mnie? Ekspresją.
Jeśli nie wyrażasz siebie, na każdym możliwym poziomie, to po co właściwie tu jesteś? Jaki masz cel? Co chcesz robić? Kogo chcesz grać? Czyim zakładnikiem się staniesz?
Nie interesuje mnie żadna szopka, ani teatrzyk dla dorosłych. Persona jest dobrą opcją dla myślących płytko. Tylko po co żyć z maską na twarzy? Prawdziwa jakość wynika z autentyczności, i nigdy nie było inaczej!
Od egzystencji, do esencji.
Przetrwanie jest podstawą życia, ale nie jego ostatecznym celem. I nie, nie znam odpowiedzi na pytanie, do czego każdy powinien dążyć. To indywidualne zadanie dla ciebie, dla mnie. Właściwa gra, w której jedyne znaczenie mają tylko twoje karty. Zrobisz z nimi, co ci się żywnie podoba. Wykorzystasz lub zmarnujesz. Mnie też to nie obchodzi, bo ja nie będę odczuwał twoich konsekwencji.
Czy na pewno?
Odkąd przeczytałem kilka lat temu książkę Davida Hawkinsa “Siła czy Moc”, nie jestem w stanie dłużej uważać, że twoja rzeczywistość nie dotyczy również mnie. Spytasz dlaczego? Bo to, co robisz w swoim życiu, wpływa również na moje życie. Bezpośrednio lub pośrednio. Przykład? Publikujesz artykuł bądź notatkę, na którą później trafiam. Może wywołać we mnie niezliczoną ilość możliwych reakcji, przemyśleń, skłonić do podjęcia pewnych decyzji, do podjęcia działania. A jeśli ja nie przeczytam twojego tekstu, to może przeczytać go ktoś inny. Osoba, która później wejdzie w interakcję ze mną, nieważne czy w realu, czy w internecie. W każdym bądź razie, załóżmy, że wpłynąłeś na jej poglądy, a teraz ona podzieli się perspektywą ze mną.
Jesteśmy ze sobą powiązani, czy tego chcemy, czy nie. Twoje działania mają dalekosiężne konsekwencje, nie tylko w najbliższym otoczeniu. Zależy mi z tego powodu na tym, żebyś miał dobre życie, przez co rozumiem bycie autentycznym. Twoje talenty mogą pomóc mi pokonać przeszkody, na które trafię. Jeśli lubisz mechanikę, to istnieje spora szansa, że naprawisz mój samochód, bądź kogoś, kogo znam. Ja tego nie potrafię zrobić. Każdy ma coś do zaoferowania światu, i najgorszym scenariuszem byłoby, gdybyś nie dzielił się prawdziwymi talentami. Potrzebujemy ciebie tak samo, jak samych siebie. Jakkolwiek to zabrzmi, myślę że właśnie w tym tkwi cały sens bycia sobą.
Projekt Autonomia
wartości i powierzchowności. Kosztem udanego pobytu na tym świecie. Nigdy nie byłem fanem konsumpcjonizmu jako takiego, choć nie jestem od niego całkowicie oderwany. I tutaj pojawia się słowo klucz – autonomia. Jak mozna prowadzić satysfakcjonujące życie, jeśli sugerujemy się cudzymi wyznacznikami? Co mogą dać ci trendy, które ciągle się zmieniają? Czy chcesz stać się jedynie chorągiewką w rękach innych?
Dużo pytań, które wymagają szczerych odpowiedzi. Ale według mnie, ludzie cierpią najbardziej z powodu zaprzedania własnej tożsamości. Przestańmy kierować się obcymi wzorcami, bo każdy posiada własne. Trzeba jednak zaglądać do nich regularnie i upewniać się, że wciąż są w stu procentach nasze, że czujesz je całym sobą, a nie tylko uważasz za właściwe, lub powszechnie akceptowane. Dobre życie to takie, które nie pyta na zewnątrz co jest słuszne, bo doskonale zna odpowiedź. Wystarczy być ze sobą szczerym. Tylko tyle i aż tyle.
