Wyjechałem dzisiaj rano na miasto, żeby zacząć swoją pracę. Po zatankowaniu samochodu włączyłem się do ruchu na głównej, dwupasmowej ulicy. Zwróciłem uwagę na miejski autobus tuż przede mną. Miał na tyłach naklejoną reklamę internetowego kasyna. “Co to w ogóle ma być?” – takie było moje pierwsze wrażenie. Od razu przeszło mi przez myśl, że dzisiaj to chyba żadne władze nie mają ani krzty godności. Bo przecież jak można promować tak dobitnie hazard na autobusie, który jeździ po całym mieście i mija tysiące ludzi każdego dnia? Nie tylko zachęca się w ten sposób dorosłych do udziału w tym bagnie, ale również pokazuje młodzieży i dzieciom, że hazard to coś normalnego. Brzydzi mnie taka mentalność, która nastawiona jest jedynie na zyski, a edukację ma głęboko w dupie. Nieważne teraz, czy inwestują środki w szkolnictwo, jeśli równocześnie koncertowo ryją banie ludziom, w tym uczniom. Co to w ogóle jest za model tzw. ‚społeczeństwa’?
Luźna Anglia
Odkąd pamiętam tutaj właśnie tak było, że dzieci idą do pubu z dorosłymi, punkty bukmacherskie są porozstawiane gdzie się tylko da, zwłaszcza w dużych miastach. A śniadanie z McDonald’s, w tym shake z rana, jest jednym z pomysłów na śniadanie dla dziecka w drodze do szkoły. Dla mnie nic się tutaj nie zgadza biorąc pod uwagę moje wychowanie w Polsce, ale wiadomo – inna kultura, inne zwyczaje.
Jeśli ktoś mieszka już trochę dłużej w UK, może właśnie cenić sobie to luźne podejście do wielu spraw. I dopóki chodzi o wychodzenie do sklepu czy na miasto w pidżamie, bądź nieinteresowanie się przesadnie sąsiadem, dla mnie wszystko gra i trąbi. To jest naprawdę spoko, że wielu lokalnych nie spuszcza się nad błahymi sprawami. Jednak są kwestie, kiedy ta sielankowa mentalność przeszkadza. Kiedy próbujesz coś załatwić telefonicznie i trafisz akurat na osobę, która nie zapamięta, że ma wprowadzić w system prostą, małą zmianę, która koniec końców jest istotna. I potem musisz za kilka tygodni znowu dzwonić prostować sprawę, bo nie została załatwiona za pierwszym razem. Mimo to, pewnie wiele osób mieszkających w Polsce miało gorsze problemy z biurokracją i urzędami. Osobiście przez dekadę raczej bardzo sprawnie załatwiłem cokolwiek miałem do załatwienia. Więc plusik dla Wielkiej Brytanii, których znalazłbym też więcej. Ta luźna postawa ogólnie pozwala poczuć się tu swobodnie.
Problem pojawia się, gdy pewne rzeczy uznajesz za zbyt ważne, żeby traktować je z przymrużeniem oka. Rosnąca anarchia na drogach, która ma zadatki na przyprawienie człowieka o odruch wymiotny. Szkoły, które w ramach swoich licznych, różnych, czasami mocno dziwnych akcji chcą żeby dzieci na zabawę w loterię przynosiły butelki z alkoholem. Ale spokojnie, te flaszki mogli wygrać nauczyciele..
Takie cuda mieliśmy w Birmingham, gdy nasze chłopaki kupowali los i mogli dzięki temu wygrać to, co przynieśli sami lub ich koledzy. To jest dopiero impreza, nie? Płacisz za los i możesz wygrać to, za co już zapłaciłeś raz w sklepie. Nie ma się co dziwić, że później wielu nie ogarnia finansów czy matematyki. A sama szkoła? Najbardziej pilnuje frekwencji, a niekoniecznie postępu ucznia.
Zresztą temat podejścia do życia Anglików, edukacji czy innych spraw to temat rzeka. Tak samo byłoby zresztą w każdym państwie, nie ujmiesz tego w kilku akapitach.
Hazard, alkohol i marihuana
Według mnie, ta trójca funkcjonuje w UK jako coś jak najbardziej normalnego. Kiedy czasami stoję w sklepie czekając na odbiór zamówienia, to obserwuję jak co druga czy trzecia osoba kupuje przy kasie zdrapki albo wypełnia druczek do loterii. To jeden ze sportów narodowych, oprócz piłki nożnej i alkoholu. Zioło natomiast czuć na ulicach regularnie i już dawno nie wywołuje to zdziwienia, ani nawet zwiększonych patroli czy czegoś w tym stylu. Mało tego, nierzadko widzę na własne oczy tak zwaną “wymiankę” – hajs za towar. I to niekoniecznie jest zielone, bo mocniejsze narkotyki też są tutaj popularne.
A co ze wspomnianym na początku autobusem miejskim, z reklamą internetowego kasyna? Otóż nie wydaje mi się to w porządku, żeby wszyscy mieli styczność z reklamą tego typu ścierwa. Sam tkwiłem w tym gównie przez kilka dobrych lat, narobiłem sobie długów i różnych innych problemów po drodze. Jasne, że każdy wybiera sam, co robi. Oczywiście dopóki nie zostanie zmanipulowany za pomocą podprogowych bodźców, głównie właśnie reklam wszelkiego typu. Nie chciałbym karmić takimi treściami samego siebie, a co dopiero eksponować na nie moje dzieci.
Wiem, że to nie dotyczy jedynie hazardu, bo alkohol i papierosy też są powszechnie promowane w większości krajów na świecie. Taką właśnie mamy dzisiaj rzeczywistość, pełną niebezpieczeństw czyhających na nas w miejskiej dziczy i internetowej dżungli. Bierność wobec tych zjawisk tylko je pogłębi, na co świetnym przykładem jest rosnąca popularność wszelkiego rodzaju patologicznych zachowań, które są uwieczniane i wstawiane do internetu lub telewizji. Czy tak właśnie ma wyglądać “normalność”? Bardzo wątpię. Pozwalamy, żeby powszechniała coraz większa demoralizacja. Jakby to w ogóle nas nie dotyczyło i nie miało na nas żadnego wpływu, ani w żaden sposób nie psuło od młodego umysłu naszego dziecka. Wpuszczamy ścierwo do własnych głów i zarażamy nim swoich potomków. A najlepiej to jeszcze później narzekać, że nastolatek jest nie do opanowania.
Globalna wtopa
Ja wcale nie mówię teraz jedynie o Wielkiej Brytanii, bo pewne problemy obecne są w większości miejsc na świecie. Kultura konsumpcjonizmu i dewiacji społecznej rozrasta się bardzo szybko za pośrednictwem internetu. Wszędzie gdzie dociera, można obejrzeć chociażby na Youtube ‘wyczyny’ innych, lub dowiedzieć się praktycznie wszystkiego. Co niestety niekoniecznie oznacza zdobywanie sensownej i użytecznej wiedzy, ale też informacji na temat sposobów popełniania przestępstw, produkowania narkotyków czy oszukiwania i kradzieży. Internet w ten sposób stał się narzędziem, które zachęca do dosłownie wszystkiego, co tylko jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a nawet znacznie więcej. Wciąż można się zdziwić skalą okrucieństwa jednego człowieka wobec drugiego, okolicznościami morderstwa, gwałtu, kradzieży czy oszustwa. Nie ma w zasadzie żadnej granicy, bo wciąż jest przesuwana do kolejnych, absurdalnych poziomów.
Według mnie, po 2020 roku rzeczywistość zaczęła stawać się coraz mniej przewidywalna. Na ulicy można spodziewać się niemal wszystkiego, co wcale nie napawa optymizmem. A połączenie social mediów z fałszywymi informacjami i sztuczną inteligencją tylko potęguję skalę szamba, w którym już stoimy. To nie oznacza, że wszystko jest stracone, że pozostało jedynie okopać się i wywiesić białą flagę. Ale warto się zastanowić – Czy takiego życia chcemy?
Uważam też, że zrzucanie winy na wszystkich i wszystko dookoła w niczym nie pomaga. Oskarżanie kolejnych rządów, krajów czy kogokolwiek nie zmieni niczego. Ludzie próbują walczyć z wiatrakami, oddając swoją energię negatywnym zjawiskom, zamiast skupić się na tworzeniu czegoś lepszego.
W jaki sposób przyczynić się do lepszej rzeczywistości? To zbyt indywidualna kwestia, żeby istniała jedna, uniwersalna odpowiedź. Jednak moim zdaniem kreatywność ma dużo większą siłę przebicia niż kopanie się z koniem. Niektórzy nie walczą fizycznie, a mimo to mają duży wpływ na ludzkość. Każdy człowiek może mieć swój udział, nie musi wcale mieć pozycji czy znajomości. Bo zaczyna się od małych rzeczy, chociażby od tego kogo spotykasz na ulicy. Czy ta osoba hołduje kulturze wzajemnej wrogości i nieufności, czy może jest otwarta na drugiego człowieka, bo rozumie, że tak naprawdę jesteśmy od siebie zależni?
Pytanie na dzisiaj brzmi- Wybierasz wartości, czy trendy?
