Posiadasz imię i nazwisko, płeć, numer pesel, jesteś czyimś dzieckiem, możesz być rodzicem, partnerką lub partnerem w związku, pracujesz jako X lub Y. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, jedynie coś najbardziej widocznego z zewnątrz i najłatwiejszego do stwierdzenia. A co jest dalej, głębiej?
Mam trzydzieści siedem lat, jestem ojcem i mężem, pracuję jako dostawca jedzenia i zakupów. To fakty o których wie każdy, kto choć trochę mnie zna. Nic odkrywczego, nic specjalnego, nic ostatecznego. Dziewięć lat temu byłem singlem i pracowałem gdzieś indziej. Takie rzeczy jak praca, związek czy status społeczny zmieniają się w ciągu życia. I nie inaczej jest ze stosunkiem do siebie samego oraz do innych ludzi. To, za kogo się uważasz, jest sumą osobistych doświadczeń, nabytych wzorców i przekonań. Każdy tworzy własny, unikalny model mentalny.
Kiedyś w swoich oczach byłem jedynie wyrobnikiem na magazynie, który po robocie chce zapomnieć o minionych godzinach w kamizelce. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że marnowałem czas, pieniądze i zdrowie na nieistotne w życiu sprawy. Niszczyłem siebie fizycznie i psychicznie, nie dając światu absolutnie nic wartościowego. Odbębniałem ‘swoje’ i konsumowałem, totalnie bierna postawa. Tak mijały lata, a ja wciąż sprawiałem wrażenie wiecznie zagubionego. Kogoś, kto nie ma pojęcia o co mu chodzi i czego w ogóle chce od życia.
Ale to był tylko okres, w którym uważałem tak, a nie inaczej. Wycinek procesu, kawałek materiału z którego miał powstać ktoś inny. Nie większy czy lepszy, ale bardziej swój. Bywały dni, w których miałem siebie serdecznie dość. Po nich następowały inne, pełne radości i optymizmu. Poznałem czym jest flow, co to znaczy cieszyć się robieniem czegoś, co sprawia przyjemność i wynika z tego kim jestem. Nie w oczach innych, ale we własnym pojęciu. Według mnie, każdy ma szansę dotrzeć do podobnego miejsca i dostać energetycznego kopa, nie dzięki rzeczom czy osiągnięciom, lecz dzięki działaniu zgodnym z własną prawdą.
Czy masz coś takiego, co powoduje wystrzał dopaminy? To może być zarówno wysiłek fizyczny, jak i umysłowy. Ja uważam pisanie za piękny proces i z chęcią mu się poddaję. Kiedyś głównie piłka nożna, a dzisiaj bardziej pociągają mnie nowe idee, koncepcje i perspektywy poznawane w książkach. I to wcale nie oznacza, że w piłce nie ma już nic fajnego. Po prostu wiem coraz więcej o sobie, i rozumiem że jest znacznie więcej kategorii w których mogę się rozwijać. Nie muszę tkwić w jednym, bo każdy ma tak naprawdę predyspozycję do robienia wielu rzeczy. Jak jedna się wycisza, to w jej miejsce może wskoczyć coś innego.
Nie musisz być zdefiniowany przez jedną rzecz na całe życie.
