Najlepsze jest to, że nigdy bym nie pomyślał o prokrastynacji. Zanim doszedłem do wniosku, że chcę zajmować się pisaniem – uważałem, że jeśli tylko znajdę odpowiednie dla siebie zajęcie, to nie będzie żadnego problemu z wykonywaniem. Wtedy największym problemem wydawało się odkrycie co jest dla mnie. Jednak z perspektywy czasu widzę, że nawet zdecydowanie się na coś konkretnego nie wystarczyło żeby przestać odwlekać. To dla mnie paradoks, którego pewnie nie mogłem pojąć przez długi czas. Wciąż się z nim właściwie mierzę, więc to póki co jest kwestia być może rosnącej wolno świadomości zjawiska. 

Jak można kurwa odkładać robienie czegoś, co przychodzi z łatwością? Czy boję się porażki? Na pewno. Bo napisałem już parę ebooków, ale żaden nie przyniósł konkretnego efektu finansowego, ani nawet zainteresowania. Dlatego wydaje mi się, że to co piszę nie jest zbyt dobre. Mimo pozytywnego odbioru. Najbardziej się boję, że jestem niewystarczający? Że nie napiszę odpowiednio dobrej książki? To musi siedzieć głębiej we mnie. Jak grałem w piłkę za małolata, to matka sugerowała żebym sobie to odpuścił, bo zostanę kaleką. Tylko dlatego bo złamałem dwa razy rękę grając. To przecież nie koniec świata. Namawiałem ojca wielokrotnie żeby przyszedł na mój mecz, ale bardzo rzadko przynosiło to skutek. Kiedy grałem w klubie z naszej wioski, to czasem się pojawił. Ale jak grałem we wsi obok, to już właściwie wcale. Czyżby to wciąż odgrywało rolę w mojej głowie? Nie wierzę w siebie? 

Odkładam pisanie w nieskończoność. Zdaję sobie sprawę, że jeśli nie będę w tym regularny to nie osiągnę nigdy rezultatów. Albo przyjdą bardzo późno. Jeśli oczywiście w ogóle dotrwam do takiego momentu. Wyprowadzimy się do Polski, a ja będę musiał wykombinować jak zarabiać. Wskoczyć znowu w ubera czy glovo, mimo że nie chcę tego kontynuować. Chciałbym w końcu przeskoczyć na zarabianie na pisaniu książek, i dzięki temu móc pracować w domu. Mieć więcej czasu dla rodziny, dla żony, dla córki, dla siebie. Robić coś więcej niż codziennie zapieprzać na utrzymanie. Może nie mam bardzo ciężkiej fizycznie pracy, ale poświęcam jej obecnie całe dnie, przez cały tydzień. Nie mam chwili żeby się zatrzymać, albo sam jej sobie wcale nie daję. Bo ciągle mam w głowie, że zaraz zabraknie pieniędzy. Zawiodę nie tylko siebie, ale też wywołam stres u żony. Ona nie będzie mogła się skupić na tradingu, a ja wtedy już na pewno nie usiądę spokojnie do pisania. W ogóle nie usiądę, przez kolejne dni lub tygodnie. Aż kiedyś może znowu poczuję się odrobinę pewniej niż obecnie. Trochę bardziej zmotywowany, dużo mocniej sfrustrowany odkładaniem. Bo takie fale bezsilności wciąż wracają. Nie potrafię ich pokonać jak zaprawiony na morzu kapitan. 

Więc do będzie dalej? Czasami przychodzi mi do głowy jedynie, że być może moją życiową wędrówką ma być lekcja wytrwałości. Wbrew swoim predyspozycjom do szybkiego startowania. Żeby cokolwiek trwałego zbudować potrzeba cierpliwości i regularności. Nawet jeśli masz już gotowe materiały, nic nie powstanie z szybkością pstryknięcia palcami. A ja póki co miotam się od robienia do nierobienia. Odbijam się od siebie samego. Dzisiaj jestem tutaj nad klawiaturą, ale jutro kto wie? Być może wmówię sobie brak czasu, goniące obowiązki, czy inne ’ważniejsze’ sprawy. Tymczasem potrzebuję struktury, której mógłbym się uczepić. Zapuścić korzenie w odpowiedniej glebie. Przestać marnować czas, który upływa. Obserwowałem ostatnio w biegu parę starszych osób, które ledwo już się poruszają. Co będzie ze mną, jeśli dotrwam podobnego wieku i stanu? Przestanę mieć cokolwiek ważnego do zrobienia, a tego czego nie zrobiłem będę żałował? Pluł sobie w pomarszczoną twarz, niechętnie spoglądając w lustro? Tak – nie wiem dokąd moje działania mogą mnie zaprowadzić. Ale nie chcę bardziej dowiedzieć się dokąd mnie nie zaprowadzą. To też forma lęku, prawda? Kolejny do kolekcji..

E-book – ”Prokrastynacja w samorealizacji. Wojna o tożsamość.” – w trakcie pisania..


3 odpowiedzi na “Paradoks chęci. Dlaczego odkładam to, co kocham?”

  1. Awatar Niezłomna

    Myślę, że trochę za bardzo się spinasz – jakby wszystko musiało wydarzyć się już, teraz, natychmiast. Pamiętaj, że wszystko ma swój czas i miejsce. Pozwól temu, co robisz, płynąć własnym rytmem.

    Wielu pisarzy miało podobne myśli i frustracje. W dzisiejszych czasach nie jest łatwo dotrzeć do ludzi – social media dominują, a większość wybiera szybką, lekką rozrywkę. To nie znaczy, że Twoja droga jest mniej wartościowa.

    Czytam Twoje wpisy i czuję w nich presję „już i teraz”. A może właśnie potrzeba czasu? Trochę luzu. Zaufania do procesu. Pozwól, żeby to toczyło się swoim tempem, a Ty po prostu pisz dalej i rób swoje. Tak rodziły się legendy – często doceniane dopiero po czasie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Kamil Batko

      Spinam się, chyba w sumie od zawsze i z wszystkim. Mam dominujący talent Aktywator, który wyrywa mnie do działania, albo potrafi udupić w miejscu. Właśnie nad tym teraz pracuję, żeby nie tylko robić swoje bez względu na efekty, czyli z odroczoną gratyfikacją. To intelektualnie rozumiem, ale bardziej chodzi o dyscyplinę w robieniu. Z utrzymaniem się w rytmie zawsze miałem problem, w przeciwieństwie do mojej żony, która tak czy siak będzie robić swoje. Mam dobry przykład w domu i staram się używać tej energii też. Najbardziej dokucza mi to, że prokrastynuję. Mam możliwości i czas mimo wszystko, ale albo nie organizuje tego właściwie albo robię sobie wymówki o których wspominam.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Awatar Niezłomna

        Myślę, że ten „Aktywator” to ogromna siła — tylko faktycznie trzeba się nauczyć nim zarządzać, żeby był sprzymierzeńcem, a nie batem nad głową. Fajne jest to, że widzisz różnicę między rozumieniem a dyscypliną w działaniu — to często najtrudniejszy etap.

        Prokrastynacja rzadko wynika z lenistwa. Częściej z presji, zbyt wysokich oczekiwań wobec siebie albo potrzeby natychmiastowego efektu. Może zamiast walczyć ze sobą, spróbuj trochę zmniejszyć stawkę — mniej „muszę”, więcej „robię swoje, kawałek po kawałku”.

        Masz dobry przykład w domu, masz świadomość swoich mechanizmów i chcesz nad tym pracować — to już jest proces. A rytm buduje się przez małe, powtarzalne kroki, nie przez zryw. Trzymam kciuki, bo widać, że to dla Ciebie ważne.

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz