Czy to nie są dwie kwestie, które nie dają nam spokoju? Zwłaszcza kiedy tkwimy w niekorzystnej sytuacji życiowej. Nie podoba ci się to, jak jest, a napięcie pomiędzy tym, a przyszłością jakiej chcesz, wyraźnie wymyka się spod kontroli. Obecnie przegrywasz życie, bo niepowodzenia mogą prowadzić aż do takich wniosków. To zbyt uproszczone, wiem, ale emocjonalna wrażliwość nie zna granic zdrowego rozsądku. Przynajmniej ja jej nie potrafię dostrzec, bo w każdej chwili mogę poczuć emocję, która z miejsca porywa w miejsca, w które niekoniecznie chcę zaglądać.
Tożsamość oferuje paliwo do działania, które jednocześnie kosztuje wiele. Tankujesz na stacji, gdzie ceny nie są ustalone, więc nie wiesz w co się każdorazowo pchasz. Samochód z dobrym paliwem będzie sprawnie jeździł, ale jak wlejesz niewłaściwe – cóż, daleko nie zajedziesz. Maksymalnie niewiele poza stację. Dlatego tak ważne jest jakiej wachy używasz. Wlanie złego paliwa do samochodu kończy się dużym, albo bardzo dużym kosztem. Tak samo jest w przypadku każdego człowieka, który korzysta z niewłaściwego sposobu napędzania samego siebie. Co wlewasz do zbiornika własnej tożsamości?
Według mnie mało jest w życiu boleśniejszych od poczucia niespełnionego potencjału. Nie kiedy ktoś całkowicie nie zdaje sobie z niego sprawy, ale jak wie, że może więcej niż obecnie robi, a mimo to nie wykorzystuje tego w praktyczny sposób. Co może bardziej męczyć duszę? Poczucie marnowania zasobów boli tak mocno, że autentycznie odechciewa się czegokolwiek. Myśli o własnej ‘ułomności’ nigdy nie były budujące. Słowo “potencjał” brzmi może szumnie i kojarzy się z czymś wzniosłym. Ale nie jesteśmy przecież stworzeni jedynie do zdobywania pokarmu i wody, czyż nie? Ja przynajmniej nie jestem w stanie uwierzyć, w przetrwanie, jako jedyny i ostateczny cel dla ludzi.
Potencjał człowieka jest dużo bardziej zaawansowany i oferuje dużo więcej, niż umiejętność zapewnienia bytu. Nie jesteśmy może maszynami, ale nie jesteśmy też tylko zwierzętami. To, co tkwi w środku każdego z nas, domaga się uwolnienia. Nie bierze się znikąd, i nie powinno być zignorowane przez nikogo. Mogę się mylić, natomiast wolę być w błędzie w tym przypadku, i wciąż próbować zrobić coś sensownego ze swoim życiem, niż okopać się i wywiesić białą flagę. Nie jestem sfrustrowany egzystencją, jestem głodny esencji. A skoro ja tego chcę, to zapewne nie jestem w tym sam. Ufam w ideały, które nie pozwalają mi się spalić w bylejakości. Jak będę umierał, nie będę przynajmniej żałował podążania za tym, w co autentycznie wierzyłem.
Kiedy głód esencji jest tak duży, łatwo wpaść w pułapkę niewystarczalności. Zatrzeć prokrastynacją wrażenie, że małe kroki nie mają znaczenia. Uznać że codzienne, niespektakularne wysiłki, wydają się zbyt banalne w obliczu tak wielkich ideałów. Tymczasem właśnie te pojedyncze, powtarzane, zwykłe małe cegiełki działań, budują więcej, niż ktokolwiek jest w stanie stworzyć jednego dnia. To prawdziwe paliwo, którego nie sposób zastąpić żadnym zrywem..
Z mojej biblioteczki:

Gniłem od środka. Przez długie lata męczyłem się z brakiem poczucia sensu w życiu.
Nie miałem żadnych celów ani obranego kierunku. Popadałem w kolejne uzależnienia, co zdemolowało nie tylko moje ciało, ale przede wszystkim psychikę. Byłem na dnie i nie potrafiłem przebrnąć przez fundamentalną prawdę, przed którą tak rozpaczliwie uciekałem..
