Za każdym razem gdy jadę do centrum miasta widzę bezdomnych. Śpią lub siedzą na ziemi. W ich oczach widać pustkę. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nadzieja to ostatnie co można by w nich znaleźć. Zastanawiałem się wielokrotnie dlaczego ludzie lądują na ulicy. Współczuję im, ale jednocześnie jest we mnie przekonanie, że nie musi wcale tak być. Według mnie są trzy przyczyny bezdomności.

Pierwszą z nich jest poddanie się. W wyniku różnych zdarzeń życiowych niektórzy opuszczają gardę. Nie wytrzymują psychicznie więc odpuszczają. Dochodzą do wniosku, że nie mają już sił. Rzeczywistość przerosła ich możliwości. Im dłużej tak myślą, tym głębiej opadają. Nierzadko kończy się depresją. A jeśli dodać do tego używki to stany lękowe przybierają na sile. Jest to melodia w głowach wielu, niekoniecznie bezdomnych osób. Zachowania autodestrukcyjne ściągają na dno, bez względu na status społeczny czy iloraz inteligencji. Odpuszczając starania o dobre samopoczucie zatracasz się w mrocznych wizjach przyszłości. Kłębiące czarne myśli wirują w głowie nie dając wytchnienia.

Poddanie się wynika z braku poczucia sensu. Nie dostrzegając znaczenia w codzienności ciężko działać. Jak w takiej sytuacji obrać jakikolwiek kierunek? Nic nie jest istotne ani ważne. Brakuje wartościowych zajęć, bo nie dostrzegamy ich celowości. Z takim podejściem ciężko być regularnym nawet w chodzeniu do pracy. Wiem, że większość z nas tak jednak dzisiaj funkcjonuje. Resztkami sił walczymy o normalność. Trzymamy się kurczowo chociażby pracy, byle nie zwariować. Żeby nie pogrążyć się w beznadziei. Tylko jak cienka może okazać się granica? Kiedy coś pęknie w tobie. Kolejny raz zechcesz rzucić wszystko, bo masz dość. Czujesz, że nie wytrzymasz. W wieku 21 lat „uciekłem z domu” . Wyjechałem pierwszym lepszym pociągiem na drugi koniec Polski. Spałem przez tydzień na ulicy, bo przelała się we mnie gorycz oczekiwań rodziców. Połączona z moim buntem wobec wszystkiego, co siłą się narzuca. Nie chciałem robić tego, czego ode mnie oczekiwano. To tylko przykład z własnego doświadczenia. Od tamtej pory wiem, że bezdomność może spotkać każdego. Przestałem patrzeć z pogardą na pijaków na ulicach. Zacząłem im współczuć i zastanawiać się nad ich historią. Jak wielka bezradność musi miotać kimś, kto się na to decyduje. Uważam spanie na ulicy za wybór. Według mnie wynika z przeszywającego braku poczucia sensu.

Nie widząc żadnych opcji poddajesz się. Kończy się paliwo do funkcjonowania. To naprawdę może stać się udziałem każdego, z dnia na dzień. Granica jest cienka, czasami wystarczy raz odpuścić by fala bezradności zalała umysł. Uważam, że każdy ma wybór. To jedyna wolność, której nikt nie jest nam w stanie odebrać. Tak pisał Viktor Frankl w książce ” Człowiek w poszukiwaniu sensu” . Za każdym razem dokonujemy wyboru własnej ścieżki. Tego co zrobimy. Może więc czas przestać szukać przyczyn naszego nieszczęścia na zewnątrz? Uderzyć się w pierś i uświadomić sobie, że zawsze od wyboru się zaczyna i na nim się kończy..

Spotkałem kilka dni temu bezdomnego, młodego chłopaka pod Morrisonem w Hartlepool. Odebrałem właśnie zamówienie dla klienta i kierowałem się do auta. Siedział na zimnym betonie, oparty o filar przed samym wejściem do sklepu. Oczywiście praktycznie każdy go olewał i szedł sobie dalej. Ale coś mnie zastanowiło. Nie wyglądał ani na pijaka, ani tym bardziej na ćpuna. Nie był zarośnięty, brudny czy chociażby niechlujnie ubrany. Niby poszedłem dalej na parking, ale tylko odniosłem zakupy do samochodu. Za bardzo mnie męczyło zastanawianie się nad nim. Przykucnąłem przed nim żeby zagadać. Zapytałem wprost co tutaj robi gość jak on, który nie wygląda na przynajmniej uzależnionego. Nie chodzi o uprzedzenia czy stwierdzenie, że każdy bezdomny ma problem z jakimkolwiek nałogiem. Wyglądał zdrowo i porządnie, w tym „problem”. Odpowiedział szczerze, że właśnie wyszedł z więzienia i nie ma gdzie się podziać. Śpi w namiocie, a jak pytał o pracę w urzędzie to usłyszał jedynie, że potrzebują trochę czasu żeby coś mu znaleźć. Mniejsza nawet czy z tą pracą to prawda, czy nie. Chodzi mi bardziej o kontekst sytuacji -bez oceniania, bo nawet nie mam pojęcia za co siedział, ani jak długo.

Zrobiło mi się przykro z jego powodu. W jednej chwili poczułem silną potrzebę żeby zrobić coś dla niego. Żeby mógł się wygrzebać z gówna, w którym się znalazł. Według mnie ulica jest gorsza niż więzienie. Tam przynajmniej karmią, można się umyć i jest gdzie spać. Na ulicy trzeba wszystko jakoś ogarnąć żeby w ogóle przeżyć. Z autopsji wiem, że żebranie jest bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem.

Nie mogłem zbyt długo z nim rozmawiać, bo miałem zamówienie do doręczenia. Zostawiłem mu kilka funtów, które miałem w aucie z napiwków od klientów. Wiem że jest szansa, że jednak kupił sobie flachę czy zarzucił coś od dilera. Od dawna nie daje już ludziom na ulicy pieniędzy, pytam za to czy chcą jedzenie. Jeśli tak, to nie ma problemu i kupuję w tym samym sklepie pod którym siedzą. W tamtej chwili po prostu chciałem coś dla niego zrobić. Później dopiero przyszła głębsza refleksja. Chyba w każdym bezdomnym widzę siebie sprzed szesnastu lat, kiedy sam zaliczyłem uliczny epizod w Świnoujściu. Wszystko wtedy wraca jak świeże, tamte uczucia i emocje. Ta bezradność, bezsilność i pustka. Nie wiem do dzisiaj co tak naprawdę można zrobić ze zjawiskiem bezdomności. Czasami przychodzi mi do głowy myśl, że chciałbym żeby moje teksty pomagały tym, którzy chylą się ku tak mocnemu upadkowi. To by było coś – pomagać innym utrzymać się w ryzach, gdy nie widzą już nadziei..


Dodaj komentarz