Trzeba pracować długo i koniecznie ciężko fizycznie żeby zarobić – to chyba najgłośniejsze zdanie w mojej głowie dotyczące pracy. Nigdy nie studiowałem, ani nie zdawałem żadnego egzaminu zawodowego. W sensie edukacji, jestem nikim. Skończyłem liceum ogólnokształcące i zdałem maturę, to tyle w kwestii trzynastu lat chodzenia do szkoły.. Czy to jest powód, dla którego mam w sobie przekonanie z pierwszego zdania tego wpisu? Jeśli nie zapierdalam tak, żeby czuć fizyczne zmęczenie to nie zasługuję na pieniądze?
Mój ojciec był kierowcą różnych samochodów i pojazdów ciężarowych przez całe życie. Moja matka pracowała przez kilkanaście lat na fakturowaniu, a gdy firma się przeniosła do Krakowa – czyli dziewięćdziesiąt kilometrów dalej – miała problem ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy. Zaliczyła parę wyjazdów do Wiednia- na sprzątanie mieszkań i domów w zastępstwie za kogoś, a później kilka krótkich stażów z urzędu pracy. Oboje dzisiaj są na emeryturze. A ja czasami zastanawiam się, czy są zadowoleni z tego jak wyglądało ich tzw. zawodowe życie? Czy zajmowali się tym, co chcieli i wybierali, czy po prostu tym co było dla nich dostępne? A później tak już zostało, jak w przypadku mojego ojca.
Co z moim zawodowym życiem? Ssie pałę można by powiedzieć. Od siedemnastu lat pracuję fizycznie. W Polsce to były okresy pracą przeplatane z nierobieniem niczego. Odkąd wyjechałem do Anglii na początku 2016 roku ciągle pracuję, miałem jedynie kilka krótkich przerw spowodowanych szukaniem czegoś nowego. W tym dziesięcioletnim okresie pracowałem na magazynach z meblami, z żywnością, czy z częściami samochodowymi. Pakowałem paczki dla DHL, sortowałem używane książki przy taśmie, rozwoziłem paczki dla Amazona i zajmowałem się przeprowadzkami. Pracowałem też dla firmy wodociągowej na dwóch różnych stanowiskach. Najpierw zaczepiłem się przez agencję jako kierowca kurier, który przewoził wodę pitną do badania w laboratorium. Kilka miesięcy później dostałem się tam na etat jako technik jakości. Testowałem jakość wody w wyrywkowo wybranych domach klientów i na terenie firmowych baz, gdzie ją uzdatniano. Aktualnie, od ponad ośmiu miesięcy rozwożę jedzenie z restauracji i zakupy ze sklepów. To samozatrudnienie u giganta w branży- Uber Eats. Czym jest więc moja ‚kariera zawodowa’ ? Poza zapieprzaniem jako płotka u dużych graczy?
Zawsze niskie zarobki, w zamian za długie godziny pracy. Plus ‚fantastyczna’ perspektywa, że czasami można było zrobić nadgodziny…Bo w życiu wychodzi niekiedy, że potrzeba więcej pieniędzy na nieprzewidziane wydatki, lub jeśli chcesz coś więcej niż tylko zapłacić rachunki i za jedzenie, byle przetrwać. Co to za praca, gdzie spędzasz większość czasu w ciągu dnia, a ostatecznie ciągle nie masz wystarczająco kasy? Nigdy nie miałem obsesji zarabiania milionów, ani nawet grubych tysięcy. I nie o tym teraz mowa. Chodzi o poczucie, że jeśli zapierdalasz, to przynajmniej coś faktycznie z tego masz. Poza wizją problemów zdrowotnych, które w końcu przyjdą przy regularnym przeciążaniu ciała, bo to jedynie kwestia czasu.
I tak, to moja odpowiedzialność. Nikogo innego. Bo to ja dokonuję wyborów w swoim życiu. Mogłem kontynuować edukację, mogłem zatrudniać się w innych miejscach, na innych stanowiskach. Mogłem myśleć bardziej przyszłościowo, a nie jedynie z doskoku, byle coś złapać. Oczywistym jest też, że finanse są z tym związane. Brak umiejętnego zarządzania tym, co się zarabia, powoduje ciągłe bycie na granicy. Wtedy wybór pracy kojarzy się bardziej z koniecznością przetrwania, niż z szukaniem w tym wszystkim samego siebie. To historia wielu ludzi, którzy woleli tkwić w wygodzie powiedzenia – „jest jak jest” – zamiast ruszyć dupę i przestać grać ofiarę losu..

Dodaj komentarz