Robiłem wszystko dokładnie na odwrót. Od szukania na siebie pomysłu, wolałem wykonywać byle jaką pracę fizyczną, tylko po to żeby zarobek rozwalić na alkohol i fajki, no i odrobinę ziółka. No i na całą resztę nikomu niepotrzebnych spraw i rzeczy. Przecież żyje się tylko raz, a jutro nie wiadomo czy w ogóle nadejdzie. Pięknie zmarnowane lata młodości, jako nastolatek a później młody „dorosły”. Całe szczęście, że coś mi w końcu odwaliło w drugą stronę. Poznałem kobietę, a jak. Głupio mi było myśleć o pocałowaniu niepalącej, ze świadomością wytwarzania urodziwego odoru z pyska. Wiem, brzmi romantycznie:) No, ale zawróciła mi w głowie i musiałem coś wykombinować. Rzuciłem fajki trzy miesiące później. Perfekcyjna odmiana, prawda? Tylko czy musiałem się zakochać, żeby zauważyć co robią z moim życiem używki?
Żeby nie wysłać Cię do łóżka smuceniem na temat ostatnich dziesięciu lat w moim wykonaniu, pełnych wzlotów i upadków, dodam tylko, że to był dopiero początek prawdziwej zmiany. Od dłuższego czasu biczuję się za każdym razem, gdy łapię się na marnowaniu czasu, którego nawet nie wiem ile mi zostało. Przed chwilą położyłem się kołami do góry nogami na sofie myśląc, że w końcu mam chwilę czasu żeby nie robić nic. „Co ty zaś Kamil pierdolisz? Ty masz czas na robienie nic? A kiedy zrobiłeś coś? Dla siebie, dla twoich celów jakie masz, dla życia jakie chcesz prowadzić?” – sprostowałem sam siebie. No i przestało być sielankowo. Musiałem wrócić do laptopa i zacząć pisać ten tekst. Chociaż wcale nie miałem pomysłu co będę pisał, ani nawet o czym. Kwestia jest inna. Samorealizuję się poprzez pisanie, chcę w ten sposób zarabiać na życie, a kiedy mam wolną chwilę to kładę się na wyrku? O nie, nie. Takich akcji i momentów było już zbyt wiele.
Z moich obserwacji wynika, że niewiele osób zastanawia się nad sensem życia. Wróć! Nie, może nie tyle, że się nie zastanawiają, co nie wkładają wystarczająco dużo wysiłku żeby sobie na pytanie o sens odpowiedzieć. Zaczyna się i kończy na pytaniu. To tak jakby rozwiązanie miało magicznie spaść prosto z nieba. Ale halo, stop, przepraszam! Dlaczego? Uwierzyłeś w przeznaczenie? Wszechświat jest Ci coś winien, bo ty jesteś ty?
Okej, teraz kumam. Udajesz że nie ma tematu, bo nikt nie podaje uniwersalnej odpowiedzi? Cóż za genialne posunięcie! Pójście na łatwiznę po najmniejszej linii oporu. Brawo, cóż za zaangażowanie w kwestii własnej przyszłości. Teraz to można usiąść wygodnie przed telewizorem i pozbijać bąki przy netflixie. Albo przescrollować całego fejsa. Tylko później się nie skarż jak Ci źle i ciągle pod górkę w życiu. Bo pokażę Ci dupę i powiem, że na własne życzenie nie wiesz w co ręce włożyć:) W ramach rewanżu możesz mnie nazwać odklejeńcem. Jeśli ktoś się poczuł urażony, to jakby co ja nie przepraszam.
Były momenty w mojej klepsydrze, w których chciałem ze sobą skończyć, całkiem serio. Wymyśliłem sobie raz, że jeśli do mojej trzydziestki nic się nie zmieni, to kończę ze sobą. Po co męczyć taką egzystencję? Miałem wtedy dwadzieścia siedem lat. Termin pocałunku ze śmiercią wynosił więc trzy lata. Nie wiem, czy istnieje prawo przyciągania, czy inne tego typu sprawy. Ale ten depresyjny manifest wypowiedziany na głos musiał złapać jakąś falę. Moja historia powrotu do samego siebie zaczyna się właśnie wtedy. I nie, nie opowiem teraz bajki o tysiącu słów. To było moje dno, skoro potrafiłem sobie postanowić samobójstwo.
Czym jest więc czas i jego marnowanie? A czym jest robienie bez oglądania się za siebie? Ani zbytniego wyczekiwania nikomu nieznanej przyszłości? Tak się składa, że pracuję właśnie nad ebookiem o prokrastynacji. Czyli o tej szmacie, która pozbawiła mnie wielu chwil samorealizacji. Nieprawda, to nie była wina prokrastynacji, to byłem ja.
Potrzebowałem sporo czasu żeby zrozumieć prosty fakt: Szastamy czasem, jakby nigdy miał się nie skończyć. „Żyj chwilą” to słuszne hasło, ale pod warunkiem, że robisz w tej chwili coś, co ma dla Ciebie znaczenie. Co Ci po pustych przyjemnościach? Robienie „niczego” to nawyk, który zabija szanse. W pewnym momencie złapała mnie kurwica na myśl o tym, ile możliwości przelatuje mi przez palce, bo wybieram byle co. Robienie niczego prowadzi dokładnie tam: do bycia nikim we własnych oczach.
Przez lata szukałem wymówek. Wmawiałem sobie, że nie mam czasu na pisanie, że są ważniejsze rzeczy niż ta „abstrakcja”, jaką jest samorealizacja. Dlaczego? Bo nikt mnie nie nauczył słuchać własnego głosu. Wychowano mnie w kulcie dostosowania się. Słyszałem: „starszy wie lepiej”, „oni przeżyli więcej”, „wiemy, co jest dla Ciebie najlepsze”.
Dziś wiem, że to gówno prawda. Głupota nie zna wieku. Widzę ludzi po czterdziestce, którzy są bardziej zagubieni niż nastolatki. Dlaczego mieliby być moimi mentorami? Nikt nie ma prawa wiedzieć lepiej od Ciebie, co jest dla Ciebie właściwe. To mądrowanie niepoparte niczym poza liczbą przeżytych zim..
Dopisuję do tego historię…
Nie potrafię pisać tekstów sprzedażowych, marketingowych ani promocyjnych. Nie jestem też fanem przedsprzedaży i brania kasy na poczet projektów, których jeszcze nie ma na świecie.
Pracuję nad ebookiem „Prokrastynacja vs Samorealizacja. Wojna o tożsamość”. Piszę w nim o tym, jak przestać uciekać przed samym sobą, kiedy rzeczywistość (albo Twoja własna sofa) próbuje Cię udupić.
Jeśli to, co tu czytasz, zainteresowało Cię na tyle, że zechcesz przeczytać całość – zasubskrybuj mojego bloga. Na pewno nie omieszkam poinformować o „wielkiej premierze”. Pozdro
Zainteresowany? Zostaw maila, dam Ci znać, gdy książka będzie gotowa.




Dodaj komentarz