Jak wypracować balans i równowagę w życiu? Mam pracę, rodzinę i pisanie. To wcale nie tak wiele składowych, a mimo to czasem ciężko w ciągu dnia znaleźć czas na wszystko. Kiedy praca pochłania zbyt wiele energii, a nie można z niej zrezygnować, co wtedy? Jak skomponować wszystko na czym mi zależy? Szukam optymalnej ścieżki, bo momentami czuję się rozdarty. A chciałbym złapać wszystkie sroki za ogon, bo lista priorytetów nie jest długa. Ale wymaga zaangażowania.
Już od jakiegoś czasu myślę o spójnym połączeniu wszystkich trzech sfer. Gdyby pisanie stało się moim sposobem zarabiania, a piszę w domu, to byłbym blisko rodziny. Takie zajęcie pozwala też wykorzystać czas z bliskimi w wybrany przez siebie sposób. Dla przykładu my, jako rodzina, bardzo lubimy podróżować czy jeździć na rowerach. Od trzech miesięcy nie chodzę już do etatowej pracy i zauważam możliwości. Bycie na samozatrudnieniu pozwala decydować co i kiedy robię. Dzięki temu niedawno byliśmy na pierwszych, jak to mówią prawdziwych wakacjach w Hiszpanii. Mogę pracować oczywiście mniej, ale kosztem mniejszych zarobków. A że zajęcie jakie mam, wcale super dochodowe nie jest, to poświęcam mu sporo czasu żeby wyjść na swoje. Tyle dobrego, że już nie mamy takich finansowych potrzeb jak kiedyś. Przez lata pracowaliśmy nad tym i jedyny kredyt jaki nam pozostał to ten hipoteczny. Który po przeprowadzce trzy miesiące temu zmalał trzykrotnie, tak samo jak długość okresu spłaty. Czy jest lepiej? Na pewno. Czas jednak postawić kolejny krok. Za trochę ponad siedem lat dom będzie nasz, ale nie chcę czekać tak długo żeby zwolnić tempo obecnej pracy. Zamiast tego działam nad długofalowym projektem. To coś całkiem nowego dla mnie, bo zawsze po prostu chodziłem do regularnej pracy. Dzisiaj jestem w innym miejscu jeśli chodzi o podejście do życia. Szukam wspomnianego balansu między zarabianiem i życiem osobistym. A mówiąc dokładniej, chcę je połączyć. Bo pisanie łatwo wkomponować w codzienność, jeśli nie ma potrzeby wyjścia do pracy. Ostatnie kilka dni przymusowo zostałem w domu, ponieważ auto było u mechanika. Rozwożę fast foody i zakupy, więc nie miałem możliwości działać bez samochodu.
Te kilka dni w domu dały do myślenia. Miałem więcej czasu na zastanowienie się czego właściwie chce. Wczoraj wróciłem do pracy i pod koniec długiego dnia znowu pomyślałem że to się musi zmienić. Nie jestem leniem, ale nie muszę zapieprzać od rana do wieczora tylko dla utrzymania. Ten etap mam już za sobą jeśli chodzi o nastawienie. Chcę zbudować coś, co pozwoli połączyć wszystko co ważne. Rozglądałem się trochę za innymi zajęciami, ale już od dłuższego czasu w ogłoszeniach o pracę nie ma nic dla mnie. Nie czuję żadnej propozycji, samego etatu już nie chcę trawić. A na samozatrudnieniu łatwo nie jest i nie będzie. Więc trzeba wybrać z czym się mierzyć. Narazie jeżdzę, ale to tylko tymczasowe zajęcie. W tle, kiedy mogę, pracuję nad czymś większym. Nad moim projektem i choć dusi mnie momentami konieczność poczekania na efekty, to jest moja ścieżka.
Plusem jest to, że nie szukam wielkich zarobków. Właściwie zadowolą mnie takie jak obecne, czyli wystarczające na wszystko czego nam trzeba. Zamienione jednak musi być zajęcie. Czym innym jest robienie tego, co mi w duszy gra a czym innym jedynie ucieczka przez etatem. Kosztem jest czas przy nisko dochodowym zajęciu. Transformacja, z ubera na bycie pisarzem..




Dodaj komentarz