Może nie chodzi o to żeby spełniać jedynie swój potencjał? Może ten potencjał ma być darem dzielonym z innymi? W sumie na to wygląda, skoro żyjemy między innymi. Cóż bardziej wartościowego mogłoby być niż dawanie siebie w najlepszej formie? Autentycznego i robiącego coś z pasji? Jaką wartość ma życie? Wykluczyłem przyziemne dążenia, musi chodzić o coś większego. Gdzie leży odpowiedź? Działanie na rzecz dobra innych na pewno jest szlachetne i wnosi coś do świata. Umożliwia jego zmianę na lepsze miejsce dla nas wszystkich. Jednak nie jest łatwo być takim idealistą wśród myślących w innych kategoriach. Na tym to chyba polega, żeby robić co się czuje, a nie to co jest promowane. Chodzi o intencję, czysty zamiar. Czy wszystkie największe ścieżki nie prowadzą właśnie do wzrostu duchowego? Bywają zmanipulowane, wykorzystywane do egoistycznych celów. Rzeczywistość doświadcza prób zakrzywienia, choć to wcale nie działa. Ona pozostaje niewzruszona, bo już jest, taka jaką jest. Nie zmienia się rzeczywistość świata, tylko nasza percepcja. Skoro istnieją poziomy świadomości, a można je dostrzec w zachowaniu ludzi, to musi być możliwość ewolucji. Potencjał przekraczania poziomów świadomości jest obietnicą, że nasze życie nie musi wyglądać źle. Nie musi wcale być traktowane w kategorii walki. Choć łatwo się w tym pogubić, albo wcale nie wkroczyć na ścieżkę. Nie wiem od czego to zależy szczerze mówiąc, ale szkoda mi ludzi, którzy cierpią tak, że nawet nie potrafią tego ukryć na zewnątrz. Ich wnętrze płacze tak rzewnie, jest im tak źle, że robią rzeczy które zamiast pomagać utrzymują ich w tym stanie. Desperacko próbują uwolnić się od czarnych myśli, od pętli wspomnień, od samych siebie.
Doświadczałem takich stanów, ale skoro jest ich w moim życiu coraz mniej, to musi dawać nadzieję. Może nie mamy wpływu na wszystko, ale możemy wybierać. Jak pomóc innym wybierać właściwie? Czy można tego dokonać przy użyciu swoich talentów? Czy tekst, taki jak ten może cokolwiek zmienić? Albo chociaż jakąś realną zmianę zapoczątkować? Czy czuję potrzebę pisania o tym właśnie po to? Przechodzą mnie ciarki na myśl o tym, że mógłbym dać komuś nadzieję. Sam jej kiedyś potrzebowałem i dzisiaj też miewam takie momenty, choć rzadziej. Ale potrzebuję czuć sens w tym co robię, nie mogę tego dłużej pomijać. Ani udawać, że coś innego jest celem. Choć patrzę na pisanie też przez pryzmat zarabiania, nie wybrałem go dla pieniędzy. Gdyby tak było, szukałbym biznesu na wielką skalę. A mi nie odpowiada postawa skierowana na korzyści materialnych. To się trochę kłóci, więc ciężko mi ustalić jak dzielić się tym darem z innymi. Nie chcę być świecącym reklamami świerszczykiem, który szuka jedynie ludzi gotowych wcisnąć „kup teraz”. Nie będzie ze mnie marketera, ale mam potrzebę docierania do innych. Czasami myślę, że ta chęć jednocześnie mnie rozpala i zachęca do działania, ale z drugiej strony powstrzymuje. Za bardzo mieszają mi się motywacje, które muszę jakoś wreszcie pogodzić. Nic złego w zarabianiu na pisaniu, ale to musi być prawdziwa wartość. Wtedy będzie uczciwie, wtedy będzie jak powinno być. Nie chcę sam wygrywać, chcę żeby czytelnik coś zyskał. A jeśli tak nie będzie, to niech nikt nie kupuje moich książek.




Dodaj komentarz