Czy intelekt próbuje ogarnąć o co w tym wszystkim tu na świecie chodzi? Czy jest w tych treściach coś, co reprezentuje uniwersalną, absolutną prawdę? Pewne pytania nie potrafią mi wyparować z głowy. Wcale nie jest dla mnie takie jasne na przykład czym jest sens życia. Mam swoje wyobrażenie, próbuję iść w tym kierunku, ale czy mam rację? Albo czy to właśnie ego próbuje być na szczycie, z domniemaną racją? Zaczynam zajmować się czymś, co mógłbym przyrównać do modlitwy dla wierzącego. Dla mnie to pisanie, taka forma spotkania z jaźnią. Tak mi się przynajmniej teraz wydaje, a nie mam pojęcia czy to słuszne spostrzeżenie. W każdym bądź razie tak to czuję w chwili obecnej.
Czytam właśnie książkę „Przekraczanie poziomów świadomości” Davida R.Hawkinsa i zastanawiam się, gdzie na tej skali się znajduję. To oczywiście dynamiczna sprawa, bo nie jestem ciągle na jednym poziomie. Ale kiedy w jakim miejscu jestem? David objaśnia to wszystko na podstawie emocji, z którymi jak wiadomo różnie bywa. Ale nie o streszczenie książki chodzi, tylko o zainteresowaniem akurat taką tematyką. Szukam lepszego zrozumienia siebie, życia, świata oraz innych ludzi. Dawne funkcjonowanie, oparte na utartych przekonaniach przekazanych mi za młodych lat nie wystarczało. Gniotłem się w cudzej klatce.
Nigdy do mnie nie przemawiała ani religia rodziców, ani to co wmawiali w szkole. Telewizja przestała dla mnie istnieć kiedy zauważyłem jej przeznaczenie do manipulacji. Radia nie jestem w stanie słuchać, bo więcej reklam niż muzyki. Po co mi ten cały szum? Ja chcę prawdy, nie potrafię żyć w obłudzie. To mi nie służy i nie powinno nikomu. Walczę nieraz z ocenianiem innych, choć momentami pojawia się współczucie. Nie jestem lepszy, ale przynajmniej próbuję sam siebie zrozumieć. A mam wrażenie, że większości ludzi wcale na tym nie zależy. Poddają samodzielne myślenie w imię tak zwanego świętego spokoju. Ale czy na pewno? Czy lepiej jest egzystować bez własnego celu, tylko z tym wyznaczonym przez masy? Co jest najbardziej pożądane? Pieniądze, władza, rzeczy, przyjemności. Gdzie to później ze sobą zabiorą? Nie przywołuję sądu ostatecznego, ale przemijanie życia jako takiego. Kiedyś się skończy ta ludzka podróż i bez znaczenia co będzie dalej, ale raczej nie dokonamy transferu tych bogactw i uciech do kolejnego świata, wymiaru czy cokolwiek na nas czeka po śmierci. Więc dokąd to zmierza?
Nie jest mi źle z tym że się wyróżniam. Że nie piję alkoholu na weselu, że nie próbuję zbić interesu życia tylko po to, żeby leżeć dupą do góry pod palmami. Jaka w tym frajda? Alkohol wystarczająco rył mi banię przez lata, a bycie bogatym chyba nigdy do mnie nie przemawiało. Kupuję też coraz mniej rzeczy, przynajmniej takich dla samego kupienia. Od paru lat nie obchodzi mnie w co jestem ubrany i czy ktoś w sklepie zwróci uwagę na brudną koszulkę czy spodnie. Nie boję się oceniania, bo zacząłem rozumieć jego mechanizmy. Wszystko to w książkach, których wielu unika jak ognia. I nie sugeruję teraz, że każdy powinien czytać. Ale według mnie każdy powinien się rozwijać duchowo. Dzisiaj modny jest powszechnie rozumiany rozwój osobisty, czyli dążenie do zrealizowania konkretnych, namacalnych celów. Często materialnych. Nie o takim rozwoju ja chcę mówić. Nie muszę praktykować religii żeby chcieć wzrastać jako człowiek, w imię pozytywnych wartości. Chcę lepszego, pełniejszego, autentycznego życia. Staram się więc uczyć dostrzegać prawdę, zamiast powtarzać błędy całych mas. Czy to wywyższanie się? Raczej chęć zmiany, bo byle jak nie powinno się żyć. Mnie to już nie zadowala, ale sposób w jaki ma być lepiej, jest daleko różny od medialnych wzorców. Szukam moimi tekstami tych, którzy nie zgadzają się na byle jakość. Jednocześnie nie dążą też do przyziemnych sukcesów. Bycie dobrym człowiekiem jest wyzwaniem, ale każdy nim może być.





Dodaj komentarz