Miałem wczoraj o dziewiątej rano zamówienie ze sklepu. Dwie butelki czystej. Bez większego zastanowienia odebrałem i ruszyłem pod wskazany adres. Po drodze zaczęła się rozkmina. Czy znowu spotkam ledwo stojącą na nogach kobietę, jak kilka tygodni temu? Tamtej powiedziałem wtedy, że nie wygląda dzisiaj za dobrze, więc niestety nie zostawię jej czterech butelek wina. Odwiozłem do sklepu i anulowałem dostawę. Właśnie zacząłem żałować, że tym razem nie anulowałem od razu i ciągle biłem się z myślami, czy jeszcze nie zawrócić. Ostatecznie doręczyłem, a kobieta wyglądała na trzeźwą. Przynajmniej póki co.. Jej twarz była pełna strupków, co sugerowało, że różnie bywało po chlaniu. Ktoś z miejsca nazwałby ją menelką czy Żuliettą..
Postanowiłem, że więcej tego nie zrobię. Będę odrzucał dostawy alkoholu z samego rana. Bo kto zamawia o siódmej, ósmej czy dziewiątej rano flaszkę? Tylko alkoholik nie może się doczekać kolejnej rundy odkąd wstał. Nie chcę przykładać do tego ręki, bo jestem przeciwko odbieraniu sobie świadomości. Sam z tym skończyłem, teraz czas na praktykowanie pro trzeźwych zachowań względem innych. Tymczasem w niedzielę, od rana wysyp alkoholowych zamówień. Zanim jakiekolwiek z z McDonalda się pojawiło. Festiwal klinowania.
Byłem po drugiej stronie barykady, więc można by powiedzieć, że nie ma pamięta krowa jak cielęciem była. Ale czy to wszystko? Przecież właśnie fakt, że przestałem pić, liczy się tu najbardziej. Miałem swoje powody. Nie będę tłumaczył ani dawnego siebie, ani dzisiejszych, wciąż pijących ludzi. Nie tędy droga do rozwiązywania problemów codzienności, niestety wciąż jest bardzo popularną ścieżką. Alkohol i narkotyki, a dla niektórych energetyki lub inne rodzaje ogłupiania się. Tak, ogłupiania. Z perspektywy niepijącego, który odczuwa znaczną różnicę teraz. Byliśmy parę miesięcy temu w Polsce na ślubie mojej kuzynki. Klasycznie sztywno do momentu otwarcia pierwszej flaszki, potem towarzystwo się rozkręciło. Wiem, że są rodziny w których dobra atmosfera i wygadanie panuje i bez tego. Ale co do zasady, byłem na zbyt wielu takich weselach, gdzie dopiero po tym magicznym punkcie następował zwrot w imprezie. Pojedzeni po obiedzie, pierwsze kieliszki poszły w ruch, w końcu można zacząć balety. Byliśmy jakby to powiedziała moja Aguś „dziwolągami”. Mimo że nie mamy jeszcze czterdziestki, to już postanowiliśmy się wywinąć z tego schematu. Co ciekawe, to było dopiero pierwsze wesele, na którym faktycznie tańczyłem. Nie liczę tych, na których wychodziłem pojedyncze razy na parkiet. Tym razem, kiedy tylko mogliśmy to wyskakiwaliśmy zatańczyć. To było pierwsze w ogóle wesele, na którym byłem ze swoją żoną, ale na poprzednich byłoby z kim pobalować, a mimo to tego nie robiłem. Zawsze uważałem, że nie potrafię i nawet wódka mi nie pomagała wystarczająco. Jak wiele musiało się zmienić, że tym razem na trzeźwo nie miałem problemu wychodzić żeby się trochę poruszać?
Tak, zwracam uwagę na pijących. Nie tylko dlatego, że często są głośniejsi od reszty. Po prostu widzę w nich siebie z przeszłości, więc patrzę na nich przez ten filter. Wyobrażam sobie, że jestem na ich miejscu i robię to co oni. Wyglądam tak jak oni. To surowe, nieprzyjemne uczucie. Zaczynam współczuć pijącym, że nie rozumieją co sobie robią. Wielu powtarza, że wie jaki alkohol jest zły. Po czym kontynuuje picie. Nie tędy droga. Warto przekonać się na własnej skórze jaka jest różnica. Niektórzy nigdy się nie dowiedzą, bo do końca swoich dni będą trzymać się sztywnych przekonań. Poza tym wciąż mają społeczny dowód na to, że to akceptowalne. Nie tylko imprezy okolicznościowe, ale codzienne życie i to co dzieje się dookoła nas. To coraz bardziej widoczne, jaką rolę alkohol odgrywa w życiu społeczeństwa. W tym jednym nie ma podziału na wiek, płeć, rasę, status społeczny czy ekonomiczny. Bez znaczenia są zainteresowania, poglądy polityczne czy kultura. Pije się wszędzie, mniej lub więcej. I dlatego często się uważa, że nic w tym złego. Jak uczciwie ocenić siebie, skoro inni też tak postępują?




Dodaj komentarz