zanim znowu odciągnę się innymi zajęciami. Czytaniem artykułów na kanonierzy.com albo kontynuowaniem konwersacji z Gemini. Jest już dwadzieścia minut po siódmej i kończę powoli kawę. Pasuje zaraz wyjechać na ubera, ale obiecałem sobie. Codziennie pierwsze co kawa+pisanie. To dopiero szósty dzień z rzędu, choć w moim przypadku AŻ. Nie jestem regularny w pisaniu do tej pory, zazwyczaj maksymalnie parę dni i urywam. Później pluję sobie w brodę, że znowu tak wyszło. Jestem w procesie ustalania, co bym chciał pisać i dlaczego właściwie. Chodzi o eseje, ale była kwestia autobiograficznych, teraz gemini wypaliła z terminem eseista teraźniejszości, co mi się spodobało. Wczoraj podjąłem pierwszą, całkiem niezłą myślę próbę. Ogólnie podoba mi się, że eseje nazywa się szkicami albo właśnie próbami. Dobrze oddają charakter tekstu, w którym jako autor zastanawiam się nad konkretnymi kwestiami. Lubię to robić, bo dużo obserwuję innych i otoczenie. Kminie praktycznie cały czas, więc źródło myśli jest nielimitowane.
Chciałbym już zarabiać na pisaniu. Wydałem ebooka, którego nie tknął nikt poza jedną z moich sióstr. Pozytywnie oceniła, ale to mało. Chcę docierać do szerszego grona ludzi. Czy pieniądze są celem? Same w sobie nie, ale kiedy robisz coś, co naprawdę cię pociąga to dobrze by na tym zarabiać. Czy to nie idealny model pracy? Może idealistyczny, ale czy idea bycia sobą w tym co robię na co dzień jest tylko naiwna? Przecież takie właśnie mam predyspozycje, tym się interesuje i to robię z chęcią. Po tylu latach spędzonych w magazynach, gdzie byłem tylko numerkiem na wykresie, to całkowita zmiana paradygmatu myślenia. Jeśli miałbym czegoś żałować w przyszłości, to braku podjęcia próby. Albo inaczej, nieważne czy doczekam się efektów. To nie powinno mnie powstrzymywać przed robieniem tego, co budzi we mnie pasję. Chcę dobrego życia, to dla mnie oznacza przede wszystkim autentyczność. Nie znam innego, lepszego niż pisanie sposobu na wyrażanie się. Zawsze to lubiałem. W ten sposób wyrażałem uczucia względem dziewczyn.
Pisanie jest świetne, bo nie ma ograniczeń, pełna swoboda. A ja potrzebuję niezależności, to nie wymysł, tylko część mojej tożsamości. Z perspektywy czasu widzę, że zawsze do tego dążyłem, czymkolwiek się nie zajmowałem. I zawsze walczyłem, kiedy tą niezależność, zwłaszcza w samodzielnym myśleniu próbowano odbierać. Dlatego wykłócałem się z kierownikami albo mimo wszystko robiłem po swojemu. Moja żona pewnie by powiedziała, że ta niezależność ze mnie kipi. Ciągle robię po swojemu, nawet kiedy to nie jest proste i łatwe. Taki jestem, po co to tłamsić? Nie umiem się podporządkować na dłuższą metę tam i z tym, co mi nie odpowiada. Jeśli się nie zgadzam, to nie zostawiam tego bez reakcji. Bycie autentycznym jest dla mnie najważniejsze. Nie jestem idealny, ani może nawet bardzo dobry w czymkolwiek. Nie muszę być. Czuję pustkę i zagubienie kiedy oddalam się od swojej prawdziwej natury. Stąd żadnego etatu nie jestem w stanie znieść, bo tam nie ma dla mnie miejsca. W żadnej branży. To powód, dla którego wybieram pisanie. Nieważne jak długo mi zejdzie i czy w ogóle będę kiedyś na tym zarabiał. Będę pisał, bo to cały ja. To wystarczająco, to najważniejsze. Uznaję pisanie za mój dar i za nim podążam. To moja trucizna, mój świat. Tylko brak wzroku lub palców zdolnych do pisania może mi to odebrać. Więc dopóki to nie nastąpi..




Dodaj komentarz