Wystarczy, po prawie trzydziestu latach. Kończę z półtoragodzinnymi sesjami buzujących emocji, które są prawdziwym mentalnym rollercoasterem. W dosłownie każdej chwili, może nastąpić eksplozja radości bądź smutku, fala ekscytacji lub zalewająca każdy kąt umysłu, piekielnie gorąca fala wściekłości. To ma być niby rozrywka, sport, czas relaksu. A w rzeczywistości okazuje się niewypałem emocjonalnym i wysypem życiowych frustracji. Jak można wyklinać kogoś, kogo się w ogóle nie zna, nigdy nie zamieniło się z nim słowa, ani nawet nie spotkało? Albo skakać jak dzikus i krzyczeć na cały regulator, tylko dlatego, że ktoś strzelił gola. To przecież nie ma sensu. Wydarzenie sportowe czy cokolwiek, co śledzimy w telewizji lub na stadionie, nie ma absolutnie żadnego związku z naszym życiem. Nigdy nie będzie decydowało o wartości kibica, jako człowieka. Nieważne, czy jego drużyna akurat wygrywa czy przegrywa. Czy są mistrzami świata, kraju, czy zdobyli puchar kukuryku..
Oglądam piłkę nożną od siódmego bądź ósmego roku życia. Ileż to godzin spędzonych na biernym śledzeniu cudzych poczynań. Sam grałem w kopaną, więc jak najbardziej przyznaję, że to wielka frajda, oczywiście dla kogoś, kto to lubi. No ale granie, to nie to samo co oglądanie. Różnica pomiędzy byciem aktywnym fizycznie, a biernością patrzenia jest oczywista. Nie będę wymieniał zalet grania w piłkę, bo jest ich zbyt wiele, w przeciwieństwie do jedynie oglądania meczu w telewizji. Oglądanie mija się totalnie z celem, bo oprócz prania emocji, okrada też nas kibiców z czasu. Można zamiast tego zrobić coś prawdziwie pożytecznego, coś, co ma realny wpływ na własne życie. Ja, dla przykładu, regularnie narzekam, że nie mam czasu czy okoliczności do czytania książki. Stale marudzę, że nie mam wystarczająco dużo czasu na pisanie, a na pewno nie tyle, ile bym chciał. Ale czas na mecz zawsze się znajdzie, zwłaszcza teraz, kiedy sam decyduję kiedy pracuję, a kiedy nie. Mogę zrobić przerwę w każdej chwili, więc łatwo ułożyć sobie dzień pod mecz. Jednak dzisiaj jest dobrą okazją żeby z tym skończyć. To nie przyszło do mnie tak nagle, pod wpływem porażki mojego klubu. To był proces, który postępował we mnie od dłuższego czasu, dokładnie tak samo było z rzuceniem palenia papierosów czy odstawieniem alkoholu. Też dojrzewałem stopniowo do decyzji i faktycznego zaprzestania. Po przeszło ośmiu latach od rzucenia fajek, i ponad roku abstynencji, wiem, że to były bardzo dobre kroki w moim życiu. Uwolniłem się od emocjonalno fizycznych klatek, które jedynie przeszkadzały w codziennym funkcjonowaniu. Czas wyjść i z tego ograniczenia.
Tuż po dzisiejszym meczu poszedłem na spacer. Zgadza się, dzisiaj przegrali. Chociaż akurat w tym sezonie doświadczali tego wyjątkowo bardzo, bardzo rzadko. Ja jako kibic też, ale to nie chodzi o rozpieszczenie wynikami. Spacer ogólnie jest świetnym sposobem na wyregulowanie nie tylko emocji, ale też na przemyślenia. Miałem je i tym razem. Właśnie na temat znaczenia oglądania meczów piłkarskich. Ale jak to w mojej głowie już bywa, nigdy nie kończy się na pojedynczej kwestii. Ja zaczynam od czegoś ogólnego, jakiegoś punktu zaczepnego, którym tym razem była właśnie piłka. Później następuje rozkmina typu – jaki jest sens to robić, co to niby miałoby zmienić w moim życiu, czy ktoś wygra czy nie, czy strzeli czy spudłuje, czy sędzia będzie podejmował właściwe i sprawiedliwe decyzje, czy tym razem postępował jak ślepiec? Po co w ogóle oddawać energię dla błahostek jak to? A potem jeszcze głębiej, bo skoro oglądanie meczów nie ma sensu, to co ten sens ma? Czym powinienem się zajmować, i czemu oddawać uwagę, żebym nie marnował czasu? Czuję, że moja życiowa podróż, to odkrywanie tych sensów. Ustalanie, co jest esencją, a co jedynie stratą czasu i możliwości. Tak wygląda ścieżka rozwoju osobistego kogoś, kto miał nałożone na siebie wiele cudzych masek. Zapożyczonych, skopiowanych od innych ludzi przekonań, wierzeń, zwyczajów i wartości. Nie własnych wartości, ale sztucznych kończyn. Owijanych bandażem emocji, których nie powinno być w ogóle. W ten sposób teraz patrzę, na temat zarówno oglądania meczów piłki nożnej, czy jakichkolwiek innych wydarzeń, które niby w założeniu mają coś nam dawać, a w rzeczywistości jedynie nas okradają na wielu płaszczyznach. Czas, emocje, możliwość realizowania autentycznie wybranych wartości. Nie muszę błądzić za niczym, co masowo podsuwa się jako rozrywkę, bądź inną pseudo wartość. Jako coś rzekomo potrzebnego w życiu, bo wcale na tym nie korzystam. Mało tego, ubywa mnie samego we mnie. I to na własne życzenie, a to już przynajmniej smutne..

Dodaj komentarz