Praca może być czymś więcej, niż jedynie odbębnianiem przymusowego wysiłku. A w życiu nie chodzi jedynie o przetrwanie. Moim zdaniem, praca może być narzędziem nadawania życiu sensu, przez co wypełni go czymś, co ma dla nas osobiste znaczenie. Bo jaka to satysfakcja, kiedy praca nie przynosi nic, poza wypłatą? Pieniądze nie powinny być celem samym w sobie. Są potrzebne do zaspokojenia podstawowych potrzeb, można ich też użyć do czegoś ponad to, ale nie są esencją naszego istnienia.

Pułapka „kopiuj-wklej”

Zawsze męczyłem się w każdym miejscu pracy, nawet jeśli początkowo mi się nawet podobało. Ale w końcu rutyna, powtarzalność i konieczność podporządkowania przypominały mi, dlaczego nie chcę pracować dla kogoś. Nie twierdzę teraz, że każdy etat jest do kitu i nikt nie powinien tak pracować. Na pewno znajdą się ludzie, którym odpowiada charakter, sposób i tryb pracy. I to też jest okej. Ja wolę niezależność i wolność. Może etat sam w sobie nie jest problemem, ale w oczach kogoś, kto potrzebuje niezależności, jest klatką w której się dusi. Wiem też, że jest znacznie więcej osób, które nie chcą dłużej funkcjonować na etacie. Kilka lat temu próbowałem swoich sił w coachingu. Większość osób, które się wtedy pojawiły u mnie na sesji, dążyło do porzucenia etatu na rzecz jakiejś własnej działalności. Były pomysły biznesów online, konkretnych usług, czy sprzedaży. Pamiętam dobrze jednak też fakt, że wielu z nich głównie wzorowało się na tym, co już robili inni. Zasłyszeli, bądź zobaczyli w internecie kogoś, kto promował swój tzw. sukces, i zachęcał wszystkich do kopiowania jego ruchów. I niektórzy chcieli dla siebie takich samych efektów. Uderzyło mnie wtedy, jak niektórzy chcieli jedynie wygody. Osiągnięcia rezultatów bez zaangażowania, po najmniejszej linii oporu. Czasami wręcz licząc na to, że ja im powiem, co mają robić. Totalne pójście na łatwiznę. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że to było jednym z powodów, dla których ostatecznie zrezygnowałem z bycia coachem. Bo nie chciałem grać wyroczni dla nieznajomych mi ludzi. Poza tym, to i tak nigdy by nie zadziałało.

Nie można winić kogoś za to, że chce poprawić swoją sytuację życiową. Ale tamci ludzie szukali tego w złych miejscach, podążając za płytkim przekazem kierowanym do mas. W tym tkwi problem, że czasami wolimy skopiować innych, zamiast opracować własny plan działania. Na podstawie swojej osobowości, talentów i możliwości. Nie trzeba pragnąć sukcesu i wielkich pieniędzy. Wystarczy praca, która opłaca rachunki i w której się samorealizujesz. Nadzieja, że praca i życie mogą mieć sens, nie jest wydmuszką. Może ciężko w to uwierzyć, zwłaszcza w momencie, kiedy na przykład brakuje do pierwszego. Trudno filozofować o sensie życia, gdy w portfelu widać dno. Wiem to. Ale to właśnie wtedy pytania o ‚po co to wszystko’ stają się najbardziej palące. I nigdy bym nikogo nie namawiał do porzucenia w jednej chwili wszystkiego, co robi obecnie, i co pozwala mu przetrwać. Nie chodzi o idealizowanie, ani naiwne podejście. Nie jestem odklejonym od rzeczywistości jegomościem, który gra mentora. Po prostu przekonałem się na własnej skórze, że etat odbiera mi możliwość bycia sobą. Bo muszę spełniać wymagania szefa, bo nawet kiedy zauważam problem i szukam rozwiązania, to jedyne co, to zostaję olany ciepłym moczem. Ja i moje pomysły. Przerobiłem to już zbyt wiele razy, w zbyt wielu miejscach. Coraz częściej towarzyszyło mi też poczucie, że to nie tak powinno wyglądać. Nie chcę w ten sposób żyć, ani ciągnąć do emerytury. To jedna wielka, czarna dziura. I zrozumie to każdy, kto ma podobne odczucia co do swojej pracy. W tej klatce nie brakuje jedzenia, dzięki wypłacie. Ale brakuje powietrza, czyli autentyczności.

Twoje dane są zaszyfrowane

Wiem, wiem. Plujesz Kamil na etat, co zatem proponujesz? We wspomnianym wyżej coachingu, nauczyłem się jednej bardzo ważnej rzeczy. Prawdziwy rozwój osobisty, to zawsze indywidualna podróż. Żaden coach, mentor, trener, przewodnik, nauczyciel, czy ktokolwiek inny, nie jest w stanie wyznaczyć Twojej ścieżki. I właśnie od tego wszystko się tak na prawdę zaczyna. Od zaakceptowania prawdy, że to Ty koniec końców dokonujesz wyborów. Zarówno tych, które Ci szkodzą, ale też i tych, które Cię niosą do góry. Brzmi znowu jak wyrwane z chmurki? To zastanów się proszę, kto Cię zna najlepiej, i kto wie, co dzieje się w Twojej głowie? Nie można zrzucić na kogoś innego odpowiedzialności za samopoznanie. Nikt, nigdy nie będzie miał dostępu do Twoich ‚danych’. Znasz swoją perspektywę, bo budzisz się z nią codziennie rano. Uważasz to, albo tamto, na bazie konkretnej wiedzy i doświadczeń. To tak indywidualne, jak tylko można sobie to wyobrazić. Nie szukaj więc odpowiedzi na żadne pytania na zewnątrz, bo nigdy ich tam nie znajdziesz.

Sucha teoria w niczym nie pomaga, wiem. Czytałem najpierw książki, które wskazywały palcem na konkretne sposoby rozwijania siebie. Niekoniecznie działały, bo nie były moje. Szukałem dalej. Wykonałem test Myers-Briggs, gdzie rozróżnia się szesnaście typów osobowości. Można wiele się o sobie dowiedzieć na podstawie tych wyników. Później był test talentów Gallupa, i to mogę powiedzieć, że jest kolejną kopalnią złota. Oprócz tego zainteresowałem się tematem archetypów Carla Junga, i ogólnie jego psychologią, która bardzo ze mną rezonuje od początku. Materiałów i sposobów nauki oraz poznawania samego siebie istnieje bardzo wiele. Każdy znajdzie coś dla siebie, ale najważniejsze jest to, żeby od czegoś po prostu zacząć. Z doświadczenia powiem, że jeśli człowiek nie zacznie prawdziwie się sobie przyglądać, to tak na prawdę bardzo mało o sobie samym wie. I być może ciężko Ci teraz w to uwierzyć, ale przekonać się można tylko w jeden sposób – szperać i grzebać dalej, i głębiej. Efekty gwarantowane, ale nie powiem jakie, bo nie wiem. Znam swoje efekty, i bardzo polubiłem tę drogę, mimo że nie jest łatwa, ani nie należy do najprzyjemniejszych. W sensie takim, że kiedy napotykasz na realny problem, to dopiero zaczynają się schody. Ale jest też wiele świetnych momentów, kiedy człowiek w środku wzrasta, i to też mocno czuć, tak samo jak cierpienie, którego doświadcza z powodu rozczarowań samym sobą. Dobrze jest nosić własne kamienie, nawet jak sporo ważą. Jeśli zrozumiesz, że zawsze wybierasz reakcję, a niekoniecznie decydujesz i masz realny na coś wpływ, to już jesteś na dobrej drodze. Nie wybrałeś tego, jakim się urodziłeś, gdzie i w jaki sposób się wychowywałeś. Ale nie przyszedłeś też na ten świat jako czysta, niezapisana niczym karta..


Po co tu jestem [ebook]

Jaki masz powód do życia? Czy masz coś ważnego do zrobienia? Viktor Frankl pytał pacjentów: Dlaczego nie popełnisz samobójstwa?

Chodziło o to, żeby uzmysłowić sobie, że są powody dla których warto tu być. Cofając się w czasie o parę lat myślę, że miałbym problem z odpowiedzią. Ba, były momenty w których faktycznie myślałem o samobójstwie. Dzisiaj cieszę się, że nic z tego nie wyszło..

Dodaj komentarz